Zarówno WorldCom, jak i US Airways borykały się w ostatnich miesiącach z poważnymi kłopotami. Oficjalny powód usunięcia był w obu przypadkach ten sam: według Standard & Poor`s spółki nie mogą już być uważane za reprezentatywne dla swoich gałęzi rynku. Akcje WorldCom, jeszcze do niedawna drugiej po AT&T spółki telekomunikacyjnej w USA, straciły na wartości ponad 90% w ciągu zaledwie roku. To o wiele gorszy wynik od pozostałych 12 spółek telekomunikacyjnych, wchodzących w skład prestiżowego indeksu S&P 500. Recesja i kryzys sektora zaawansowanej technologii obniżył ich wartość średnio o 38%. Kilka dni temu rating kredytowy WorldCom został obniżony do śmieciowego poziomu. Telekomunikacyjny gigant, który szczyt potęgi przeżywał pod koniec lat 90. dzięki serii odważnych fuzji, stoi obecnie przed koniecznością gruntownej restrukturyzacji.
Jeszcze większe kłopoty przeżywają US Airways. Liniom grozi bankructwo, mają nie rozwiązane problemy kontraktów pracowniczych oraz górę nie spłaconych kredytów. Szósty co do wielkości przewoźnik w USA poinformował w ubiegłym tygodniu, iż zamierza wystąpić o nowe kredyty, gwarantowane przez rząd federalny. Także akcje tej spółki straciły w ciągu minionego roku na wartości prawie 90% - o połowę więcej niż inne linie lotnicze.
S&P 500 jest uważany za najbardziej reprezentatywny dla Wall Street indeks giełdowy. W odróżnieniu od Dow Jonesa, nazywanego w S&P ironicznie "wskaźnikiem prasowym" (tylko 30 wielkich korporacji), S&P 500 obejmuje 500 największych spółek na amerykańskim rynku kapitałowym. Usunięcie z indeksu może być bolesną lekcją dla wyrzuconej spółki, choćby tylko dlatego, że wiele portfeli inwestycyjnych i indeksowych funduszy powierniczych opiera się właśnie na indeksie S&P 500. Teraz zaczną się one pozbywać akcji WorldCom i US Airways. Pierwsze ruchy w tym kierunku widać już było w obrotach pozagiełdowych po ogłoszeniu komunikatu Standard & Poor`s.