Kolasiński ponad godzinę czekał na przekroczenie granicy - tyle trwała procedura przekazywania zatrzymanego. Były poseł AWS wyszedł z budynku urzędu celnego do furgonetki w kajdankach, prowadzony przez dwóch funkcjonariuszy. Był uśmiechnięty. Na pytanie dziennikarzy, czy zgadza się z zarzutami prokuratury, odpowiedział: "z ani jednym".
Marek Kolasiński spędził na obczyźnie blisko 6 miesięcy. Wyjechał 17 października tuż przed wygaśnięciem jego immunitetu poselskiego. Posłużył się paszportem dyplomatycznym. Za uciekinierem wydano list gończy. Kolasiński wpadł na Słowacji. Policjanci zatrzymali go, gdy szedł z kościoła do hotelu. Jak informowała słowacka telewizja, Kolasiński w chwili zatrzymania miał na sobie sutannę. Podczas pobytu na Słowacji miał ubierać się jak ksiądz, przedstawiać jako osoba mająca bliskie stosunki z Watykanem i posiadająca monopol na dystrybucję wina mszalnego w Polsce.
Zatrzymany, furgonetką, którą eskortowała grupa kilku antyterrorystów w dwóch samochodach osobowych, został przewieziony do Katowic. Tam prokurator przedstawił mu zarzuty, m.in.: oszustwa na kwotę 70 mln zł i unikanie spłaty ponad 30 mln długów. Rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach Leszek Goławski powiedział, że prowadzący śledztwo przedstawią Kolasińskiemu łącznie 16 zarzutów. Ich pierwsza grupa dotyczy wyłudzenia 24 kredytów na niemal 42 mln zł, inne zarzuty to wyłudzenie 15 mln zł z tytułu zwrotu podatku VAT.
Inne przestępstwa, jakich miał się dopuścić były poseł, to m.in. wręczanie łapówek, unikanie spłaty długów i fałszowanie dokumentów.
W śledztwie zgromadzono 120 tomów materiałów, a w sprawie jest podejrzanych 50 osób. Kolasińskiemu grozi do 10 lat więzienia.