Przed sądem w Connecticut Frankel przyznał się do postawionych mu 24 zarzutów związanych z wyłudzeniem od firm ubezpieczeniowych około 200 mln USD. Na ostateczny wyrok będzie musiał poczekać cały rok. Wcześniej czekają go rozprawy w kolejnych stanach - Tennessee oraz Missisipi. Ma on także procesy z powództwa cywilnego wytoczone przez poszkodowanych.

Ostateczny wyrok będzie zależał najprawdopodobniej od tego, na ile oskarżony będzie współpracował z władzami i od wysokości odzyskanych sum. Do tej pory z 208 mln USD zdołano uratować ok. 70 mln. Następne 80 mln znajduje się w bankach szwajcarskich. Z tej sumy Frankel ujawnił tylko 30 mln USD oraz zwrócił diamenty warte 5 mln USD - reszta to zasługa służb śledczych.

W latach 90. Frankel, który podawał się za znanego doradcę inwestycyjnego, zaczął wyłudzać miliony dolarów od firm ubezpieczeniowych na Środkowym Zachodzie. Pieniądze, zamiast na giełdzie, lądowały na jego prywatnych kontach i pomagały w utrzymywaniu luksusowego stylu życia. Gdy afera wyszła na jaw, Frankel zbiegł z USA i przez cztery miesiące ukrywał się. W jego rezydencji w Greenwich znaleziono palące się papiery i instrukcje dotyczące prania pieniędzy. Na jednej z kartek znalazło się pytanie: "Czy pójdę do więzienia?".

Gdy go aresztowano we wrześniu 1999 roku w Hamburgu, miał przy sobie dziewięć fałszywych paszportów i ponad 500 diamentów.