Szósty co do wielkościci przewoźnik powietrzny w USA musi szybko osiągnąć rentowność, gdyż w przeciwnym przypadku grozi mu upadłość. US Airways po 11 września zaczęły gwałtownie tracić rynek na rzecz innych, tańszych przewoźników, jak Southwest i Jet--Blue. Władze spółki nie wykluczają także, że będą zmuszone do przeprowadzenia reorganizacji pod osłoną prawa o bankructwie. Tylko przyznanie federalnych kredytów jest w stanie zapewnić firmie utrzymanie płynności finansowej.

Decyzje, przed jakimi stoją US Airways, są bardzo trudne. Według dyrektora firmy Davida Siegela, największe oszczędności ma przynieść obniżenie kosztów zatrudnienia, które stanowią obecnie ok. 40% wszystkich wydatków operacyjnych (3,8 mld USD rocznie). Oznacza to grupowe zwolnienia, zwiększenie wydajności i ograniczenie świadczeń. Decyzje te będą musiały zatwierdzić związki zawodowe, co na pewno nie przyjdzie łatwo. Stawką w grze jest jednak dalszy byt firmy i związkowcy przyciśnięci do muru będą musieli zgodzić się na niepoplurane posunięcia. W ubiegłym roku US Airways straciły 2,1 mld USD i w dalszym ciągu przynoszą straty.

Plan naprawy spółki przewiduje także wzrost przychodów. US Airways chcą przede wszystkim bronić swojego stanu posiadania na Wschodnim Wybrzeżu. Projektują więc podwojenie floty ze 150 do 300 maszyn obsługujących lokalne połączenia między Nowym Jorkiem, Waszyngtonem i Bostonem. Siegel przyznał też, że jego firma poszukuje partnera, z którym mogłaby zawrzeć strategiczny sojusz. US Airways są zainteresowane współpracą z przewoźnikami, którzy umożliwiliby większy dostęp do portów lotniczych w Kalifornii i w pozostałych stanach Zachodniego Wybrzeża.