Blokowanie środków w nie sprzedanych mieszkaniach doprowadza wiele firm do utraty płynności. Wynika to przede wszystkim z tego, iż w dalszym ciągu gros inwestycji realizowanych jest za środki nabywających mieszkania. Według danych Instytutu Gospodarki Mieszkaniowej, środki własne nabywców stanowią 68% nakładów na mieszkalnictwo, a kredyty bankowe jedynie 16%. Nie poprawia sytuacji to, iż banki zaczęły bardzo ostrożnie podchodzić do kredytowania mieszkalnictwa, a w szczególności inwestycji deweloperskich.
Polskie firmy deweloperskie nie zostaną wzmocnione kapitałowo z dnia na dzień i w dalszym ciągu będą budować przede wszystkim za środki własne ludności. To oznacza, że dla dewelopera najważniejszą kwestią staje się pozyskanie klienta. Ten zaś jest skłonny wykładać pieniądze na pewnym etapie inwestycji. Najczęściej w chwili, gdy jest przynajmniej stan surowy otwarty. Z kolei na doprowadzenie do stanu surowego otwartego potrzebne są środki, z którymi u dewelopera jest krucho.
Ta kwadratura koła doprowadza do sytuacji, kiedy deweloperzy starają się przesuwać w czasie początkowe nakłady do chwili, gdy pojawiają się środki od kupujących. Rotacja należności w branży budowlanej jest na tyle długa, iż pozwala kredytować się kredytem od wykonawców, niemniej jednak pozostają koszty zakupu i uzbrojenia terenu, które trzeba ponieść.
Otóż nie zawsze. W 1999 roku Urząd Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast przedstawił interpretację prawną, na podstawie której między deweloperem i gminą może dojść do transakcji bezgotówkowej, realizowanej na zasadzie: ziemia za mieszkania.
Deweloper może rozliczyć się z gminą mieszkaniami, które przekaże jej jako zapłatę za grunt po zakończeniu realizacji inwestycji. Oczywiście, aby taka transakcja była możliwa, gmina musi ogłosić przetarg, w którym będzie zawarta informacja, iż do zawarcia umowy przeniesienia własności gruntu dojdzie po zabudowaniu go przez dewelopera, w ustalonym wcześniej terminie.