Wspólna waluta rośnie w siłę. Nas powinno to cieszyć, przecież około 70% polskiego eksportu jest rozliczane właśnie w euro.
Na rynku nic się nie zmienia. Wciąż daje się odczuć atmosferę wyczekiwania. Wszyscy mają świadomość tego, że na odbywającym się właśnie posiedzeniu Sejmu żadne wiążące decyzje dotyczące Rady Polityki Pieniężnej nie zapadną, ale dyskusja może być bardzo "gorąca". Jeśli Rada Polityki Pieniężnej nie zmniejszy w przyszłym tygodniu stóp, jeszcze bardziej nasili się atak polityków na Radę. Jeżeli w dodatku dane o eksporcie będą słabe (poznamy je także w przyszłym tygodniu), dostaną oni kolejny argument do ręki.
Transakcję zaczynaliśmy z poziomów 4,08 zł i 3,765 zł, czyli 9% powyżej starego parytetu. Po dwóch godzinach byliśmy na 4,096 zł i 3,78 zł, czyli na 8,65%. Potem dolar nieco staniał, podrożało za to euro. O 12.00 byliśmy na 4,09 i 3,79. Odchylenie wynosiło 8,6%. To najwyższy kurs euro wobec złotego od października. Poziomy zamknięcia to 4,09, 3,78 i 8,7%.
Wspólna waluta umocniła się dość wyraźnie. Zaczynaliśmy z 0,9214 USD, od razu jednak wystąpił silny popyt i około 11.00 przebiliśmy 0,925. Jeszcze przed południem, około 11.40, osiągnęliśmy dzienne maksimum, czyli 0,9275. To najwyższy poziom od siedmiu miesięcy. Kończyliśmy jednak niżej. W ostatnich transakcjach za euro płacono 0,9260.
Dolarowi szkodzi przede wszystkim zagrożenie atakami terrorystycznymi. W takiej sytuacji nie ma raczej co liczyć w najbliższym czasie na odwrócenie trendu. Świat czeka na kolejne dane o gospodarce amerykańskiej. Już dzisiaj poznamy informacje o nowo zarejestrowanych bezrobotnych oraz dane o zamówieniach na dobra trwałego użytku.