O czym więc piszą prezesi, albo ściślej mówiąc: pod czym się podpisują? Niektórzy przypominają na wszelki wypadek, czym ich firma się zajmuje. Chodzi wprawdzie o list do akcjonariuszy, a ci przynajmniej tyle powinni wiedzieć o swojej spółce, ale może się przecież zdarzyć, że pismo przeczyta ktoś, kto współwłaścicielem przedsiębiorstwa nie jest. Nie da się też wykluczyć, że zapatrzony w ekran komputera, linie trendu, poziomy wsparć i oporu, formacje wisielca i przeróżne, bardziej naturalne figury technik-analityk-inwestor kupi papiery spółki, nie bardzo wiedząc, czym się ona zajmuje. A jak już się zorientuje, że coś niedobrego dzieje się z jego lokatą, to zapewne wiedzę zapragnie poszerzyć.
Nawet jednak dla dobrze zorientowanych nowością może być fakt, że "produkty spółki wytwarzane są z najwyższej jakości materiałów pochodzenia głównie zagranicznego oraz charakteryzują się najwyższą jakością wykonania".
Wiedzieć, co robi firma, to jedno, ale jak to robi, to już zupełnie coś innego.
A że nie zawsze wychodzi? Cóż, prezesi tłumaczą wówczas - w uproszczeniu rzecz ujmując - dlaczego sytuacja firmy: była lub jest zła lub nie jest albo nie była tak dobra, jak mogłaby być, gdyby było lepiej niż jest, albo gdyby nie było tak źle.
Niektóre spółki, zwłaszcza nowych technologii, chwalą się sukcesami rynkowymi. Mówią o nowych serwisach, usługach. Te, które pojawiły się na rynku niedawno, uważają za swój główny sukces debiut na GPW i zakończoną powodzeniem publiczną emisję akcji. Pogratulować. To duże osiągnięcie.