Reklama

Prezesi listy piszą

Z upodobaniem przeglądam raporty roczne spółek giełdowych. To z wielu powodów ciekawa lektura. Nie tylko ze względu na zawarte informacje finansowe, choć te - wiadomo - są dla inwestorów kluczowe. Interesujące są też listy prezesów do akcjonariuszy. Dowiedzieć się z nich zbyt wiele nie można, ale styl jest na pewno polem do analiz i interpretacji. W końcu, to także gatunek literacki.

Publikacja: 24.05.2002 09:37

O czym więc piszą prezesi, albo ściślej mówiąc: pod czym się podpisują? Niektórzy przypominają na wszelki wypadek, czym ich firma się zajmuje. Chodzi wprawdzie o list do akcjonariuszy, a ci przynajmniej tyle powinni wiedzieć o swojej spółce, ale może się przecież zdarzyć, że pismo przeczyta ktoś, kto współwłaścicielem przedsiębiorstwa nie jest. Nie da się też wykluczyć, że zapatrzony w ekran komputera, linie trendu, poziomy wsparć i oporu, formacje wisielca i przeróżne, bardziej naturalne figury technik-analityk-inwestor kupi papiery spółki, nie bardzo wiedząc, czym się ona zajmuje. A jak już się zorientuje, że coś niedobrego dzieje się z jego lokatą, to zapewne wiedzę zapragnie poszerzyć.

Nawet jednak dla dobrze zorientowanych nowością może być fakt, że "produkty spółki wytwarzane są z najwyższej jakości materiałów pochodzenia głównie zagranicznego oraz charakteryzują się najwyższą jakością wykonania".

Wiedzieć, co robi firma, to jedno, ale jak to robi, to już zupełnie coś innego.

A że nie zawsze wychodzi? Cóż, prezesi tłumaczą wówczas - w uproszczeniu rzecz ujmując - dlaczego sytuacja firmy: była lub jest zła lub nie jest albo nie była tak dobra, jak mogłaby być, gdyby było lepiej niż jest, albo gdyby nie było tak źle.

Niektóre spółki, zwłaszcza nowych technologii, chwalą się sukcesami rynkowymi. Mówią o nowych serwisach, usługach. Te, które pojawiły się na rynku niedawno, uważają za swój główny sukces debiut na GPW i zakończoną powodzeniem publiczną emisję akcji. Pogratulować. To duże osiągnięcie.

Reklama
Reklama

A że spółki te mają wysokie straty, ich kurs zaś w szybkim tempie powędrował na południe? No cóż, na ten temat prezesi milczą. No, bo co można niby powiedzieć? Mogliby użyć magicznego słowa, z gatunku tych, o jakich dzieci uczą się w przedszkolu, ale najwyraźniej nie widzą związku między tym, co sami robią, a tym, jak rynek odbiera daną firmę. Nie widzą tego związku, bo przecież koniunktura gospodarcza się pogorszyła, a co prezes np. małego przedsiębiorstwa z prowincji ma wspólnego z koniunkturą na świecie albo w tak dużym kraju, jak nasz? Nie widzą związku, bo przecież nakłady reklamowe spadły, kryzys w branży, złoty za mocny, import za tani, albo i nielegalny, konkurencja bezczelna. Albo poprzednicy nie zrestrukturyzowali na czas przedsiębiorstwa. I kłopoty to tamtych wina - oczywiście. Czyli obiektywne przesłanki powodują, że wyniki są, jakie są, a kurs też nie lepszy.

Poza tym to nie jest tak, że zarządy nic nie robią. Wprost przeciwnie. Czytamy więc, że walczą z przeciwnościami losu, jak idealiści z wiatrakami. Wdrażają nowe strategie, restrukturyzują, tworzą rezerwy, naprawiają, przeszacowują, zwalniają, sprzedają to, co zbędne. Roboty mają mnóstwo. Nie siedzą z założonymi rękami. Co to, to nie. Ale pisząc listy, prezesi idą na łatwiznę. Bo to samo można przeczytać w sprawozdaniach zarządu z działalności za dany rok. Czyli grafomania. Znowu nie widać związku. Osobistego. Między prezesem a spółką i jej akcjonariuszami. Szkoda.

Rzadko ktoś zdobywa się na oryginalność. Z zainteresowaniem przeczytałem, na przykład, list do akcjonariuszy Próchnika. "Minął kolejny rok, w którym Próchnik nie spełnił Państwa oczekiwań co do spodziewanej satysfakcji finansowej z racji zainwestowania pieniędzy w akcje spółki. Ubolewam z tego powodu i przepraszam" - pisze prezes. Próchnik oczekiwań rzeczywiście nie spełnił. Kurs spadał, wyniki były kiepskie. Powodów do zadowolenia - żadnych.To sprawy znane. Próchnik nie jest wyjątkiem. Ale prezes używa magicznego słowa i choć stanu portfeli to nie poprawia, to coś to jednak znaczy. Przynajmniej tyle, że prezes, choć nie urzęduje w spółce zbyt długo, widzi związek i się poczuwa. A to już coś. Dla inwestora pieniądze najważniejsze, ale to nie znaczy, że tylko pieniądze się liczą.

Prezes ma nadzieję, że "podjęte prace restrukturyzacyjne przybliżą czas, w którym Próchnik zacznie generować zyski, a zainwestowane w akcje pieniądze przyniosą Państwu finansową satysfakcję". Czyli prezes wie, co inwestorów boli najbardziej. Na razie zyski z tej lokaty to marzenie ściętej głowy, ale kto wie. Może rzeczywiście przyjdzie taki moment, kiedy na akcjach Próchnika będzie można jeszcze zarobić. W każdym razie magiczne słowo to niezły sposób na odzyskiwanie, z pewnością powolne, ale jednak, utraconej wiarygodności. A tej wielu spółkom bardzo, ale to bardzo potrzeba.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama