Kolejna sesja z gatunku tych mniej interesujących jest już za nami. Z pewnością nie bez znaczenia jest tu fakt zbliżania się kolejnego długiego weekendu (w końcu jesteśmy bogatym narodem...), który prawdopodobnie wielu inwestorów chciałoby rozpocząć ze spokojną głową, czyli bez akcji w portfelu. Nie było jednak gwałtownego zamykania pozycji, ani spektakularnych ruchów na ważniejszych spółkach, choć większość z nich notowała lekkie wzrosty. Aktywność graczy mierzona obrotami pozostawiała wiele do życzenia.
Nie poprawiło jej nawet kończące się wczoraj posiedzenie RPP, na którym miały zapaść decyzje o ewentualnym cięciu stóp procentowych. Rynek nie był pewny, co zostanie postanowione. Przeważały raczej opinie, że Rada, naciskana przez polityków, pozostawi stopy bez zmian. Zadecydowała jednak makroekonomia, a zwłaszcza przekazane przez GUS dane o spadku cen żywności w pierwszej połowie maja. Na tej podstawie Ministerstwo Finansów obniżyło swoją prognozę majowej inflacji rok do roku do 2,2%, a Rada, biorąc pod uwagę spadek oczekiwań inflacyjnych, obniżyła stopy o 50 punktów bazowych. Rząd, oczywiście, uznał to posunięcie za zbyt zachowawcze, ale i chyba rynek nie wyzbył się oczekiwań na kolejne cięcia. Zarówno reakcja złotego, jak i indeksów na GPW była raczej niewielka. Zresztą dla naszej giełdy to ostatnio stan normalny. Najwyraźniej męczący marazm z przełomu kwietnia i maja trwa nadal, tyle że na wyższym poziomie. Może się to okazać szczytem możliwości naszego parkietu, bo podstawą trwałej poprawy koniunktury na GPW może być jedynie poprawa kondycji gospodarki, która na razie przestała jedynie zwalniać. Niestety, prognozowane ożywienie odsuwa się w naszym kraju na kolejne kwartały.