Ostatnie dwa tygodnie upłynęły pod znakiem odwrotu inwestorów od amerykańskiego rynku akcji. W tym czasie Nasdaq Composite stracił ponad 6%, a Dow Jones 3%. Najbardziej jednak mniejszą chęć do inwestycji w amerykańskie aktywa widać na przykładzie słabnącego dolara, który w tym czasie stracił 3 centy.
Ta zmiana nastawienia co do atrakcyjności inwestycji na amerykańskim rynku jak dotychczas nie przekłada się na zmianę sytuacji technicznej tamtejszych indeksów. W odróżnieniu bowiem od DAX czy też CAC-40, które w ostatni czwartek pokonały wsparcia tworzone przez lokalne dołki z początku maja, tamtejsze indeksy utrzymują się powyżej analogicznych wsparć. Co więcej, ich skuteczna obrona sugeruje, że minimum trend boczny zostanie utrzymany. Można więc z dużym prawdopodobieństwem zakładać, że po dwóch tygodniach dekoniunktury inwestorzy znów spojrzą przychylnym okiem na akcje amerykańskich spółek. Sprzyjać temu będzie, oprócz wspomnianej już obrony wsparć, także spore wyprzedanie rynku oraz ogólna sytuacja techniczna. W dalszym ciągu na wszystkich indeksach utrzymują się bowiem sygnały kupna z początku maja. Wsparciem dla nich są podobne sygnały wygenerowane, a dotąd nie zanegowane, na podstawowych wskaźnikach (MACD, RSI, Stochastic Oscillator).
Od strony fundamentalnej bykom powinny pomagać czwartkowe dane o spadku liczby nowych podań o zasiłki dla bezrobotnych, a także opublikowane w piątek dane o wydajności pracy w I kwartale, skorygowany w górę indeks nastrojów Uniwersytetu Michigan oraz wzrost zamówień w przemyśle. Ten ostatni wskaźnik pozytywnie zaskoczył rynek, rosnąc aż o 1,2% w kwietniu.
Pod znakiem zapytanie stoi kontynuacja trendu wzrostowego w Tokio. Nikkei 225 wprawdzie wybił się ponad marcowy szczyt, ale bykom zabrakło sił, żeby indeks na tak wysokim poziomie utrzymać. Ponowny spadek poniżej 11 919 pkt. oznacza, że mamy do czynienia z naruszeniem oporu - potwierdzeniem zmiany trendu krótkoterminowego na spadkowy będzie zamknięcie indeksu poniżej 11 736 pkt.