Zgodnie z tradycją długich weekendów, sesja na GPW była szczytem marazmu. Część inwestorów giełdowych ma ten przywilej, że nikt ich do pracy nie zmusi, tym bardziej że możliwość zarobku na "świątecznych" sesjach z reguły jest znikoma. Do tego dołożył się jeszcze odciągający od monitorów mecz otwarcia mistrzostw świata. Już na samym początku sesji inwestorzy znaleźli poziom równowagi, który utrzymał się do końca sesji. Kontrakty cały czas przebywały na poziomie wtorkowego i środowego zamknięcia, a transakcje przez większość sesji zawierano średnio tylko co 1-2 min. Nawet seria dobrych danych makroekonomicznych w Stanach nie rozruszała naszego rynku.

Obrót na kontraktach ledwo przekroczył 2 tys. szt. i taka sesja nic oczywiście nie wyjaśniła. Dalej jesteśmy w obrębie konsolidacji, której górnym ograniczeniem jest poziom ostatnich szczytów na 1408-10 pkt., natomiast wsparcie stanowi luka hossy, zaczynająca się na 1368 pkt. Dokładnie na tym poziomie przebiega też pierwsze ważne zniesienie (38,2%) fali wzrostowej sprzed dwóch tygodni. Zamknięcie luki byłoby potwierdzeniem formacji szczytowej i zachętą dla techników do wchodzenia w krótkie pozycje. Na razie, mimo mojego ostatniego (oraz długoterminowego) pesymizmu, radziłbym poczekać właśnie do zejścia na zamknięcie pod 1368 pkt. Zasięg spadku wyznaczyć można wtedy przynajmniej do 1345 pkt. Jednak do podejmowania decyzji o zajęciu pozycji najważniejszym warunkiem jest zwiększenie obrotu. Tak mizerne sesje jak piątkowa narażają inwestorów na dość przypadkowe zachowanie rynku i sterowanie go nawet przez małe fundusze. Na najbliższych sesjach nie spodziewam się (jeszcze) wybicia dołem z konsolidacji, choć patrząc wczoraj na francuski indeks, sam nie wiem, czy nie zależy to od wyników polskiej jedenastki.