Zgodnie z przedstawionym trzy tygodnie temu scenariuszem, rynek raczył w końcu zakończyć przedłużającą się stagnację i dynamicznym ruchem wybił się z trzymiesięcznego klina zniżkującego. Zwyżka dość szybko się wyczerpała i przez ostatnie dwa tygodnie WIG20 znowu waha się w bardzo wąskim przedziale. Jeżeli, zgodnie z zasadą "ruchu mierzonego", po krótkim okresie konsolidacji powrócimy do trendu wzrostowego, to jego kresu można spodziewać się w okolicach 1480 punktów.
Skokowy styl poruszania się rynku w ostatnich miesiącach (krótki, silny trend wzrostowy - długotrwała, wyczerpująca konsolidacja, i tak w kółko) świadczy moim zdaniem o rosnącym znaczeniu elementu płynności. Płynność ta stopniowo maleje, w miarę postępowania korekty, a ostatecznym skutkiem są gwałtowne wystrzały - jak ten z 16 maja br. Najbardziej chyba widoczne jest to na firmach sektora informatycznego, jak ComputerLand i Prokom, pchanych w kierunku maksimów przy każdym zrywie rynku.
Ostatnie tygodnie przyniosły także wyraźną poprawę sytuacji na szerokim rynku. Do wczoraj MIDWIG nie pozostawał w tyle za indeksem 20 największych spółek. Oscylator McClellan potwierdza istnienie trendu wzrostowego, więc raczej można być spokojnym, dopóki nie będzie sygnałów jego odwrócenia. A nie przypuszczam, by te mogły pojawić się przed wspomnianym wyżej oporem 1480-1500 pkt.
Nie sądzę też, by ze względu na trwające piłkarskie mistrzostwa świata jakiś przełom na rynku miał nastąpić wcześniej niż w ostatniej dekadzie czerwca. Obecne "summer rally" powinni się skończyć gdzieś z początkiem kalendarzowego lata...