Po poniedziałkowym ataku popytu, wczorajsza sesja przyniosła uspokojenie nastrojów. Nerwowo zrobiło się niebawem po otwarciu notowań, kiedy to ruszyła lawina sprzedaży, szczególnie dobrze widoczna na największych spółkach. Znaczące przelewy gotówki do ZUS pomagają zatem utrzymać rynek na obecnym poziomie, nie powodując spektakularnych wzrostów. Obecnie kupującym nie pomaga koniunktura za granicą, szczególnie w USA, gdzie tamtejsze indeksy przełamały istotne poziomy wsparcia. Szczególnie niepokojąco wygląda indeks S&P500 i NYSE Composite. Z trendu bocznego wybiła się w dół skupiająca największe amerykańskie spółki średnia przemysłowa Dow Jones. Można nawet pokusić się w tym przypadku o stwierdzenie, że trwający od września wzrost był jedynie korektą w bessie. Zgodnie z tym stwierdzeniem, indeksy powinny spaść przynajmniej do wrześniowych dołków, a więc jeszcze o około 10%.

W tych okolicznościach dość dobrze zachowuje się warszawski rynek. Należy jednak zauważyć, że od dłuższego czasu rzadko poruszamy się zgodnie z kierunkiem wyznaczonym przez największe giełdy. Do ogólnoświatowego trendu dołączyły również giełdy praska i budapeszteńska. O ile PX50, mierzący koniunkturę w Pradze znajduje się zaledwie 2,5% od tegorocznego maksimum, o tyle BUX, po nieudanym ataku na 9 tys. pkt. stracił już ponad 8%.

Jak więc w tym kontekście w najbliższych tygodniach będzie zachowywać się warszawska giełda? Myślę, że dopóki indeks WIG20 znajduje się ponad poziomem 1300 pkt., dopóty trend horyzontalny będzie utrzymany. W krótkim horyzoncie rynek może ewentualnie zawitać w rejony 1450 pkt., jednak nie sądzę, aby ten poziom został pokonany.