Aktywność podaży na głównych światowych rynkach akcji nie słabnie. Odwrót byków jest dobrze widoczny na niemal wszystkich giełdach. Wyjątkiem jest giełda japońska, gdzie Nikkei 225 pnie się od lutego br. Pod koniec maja został przełamany lokalny szczyt z marca, co oznacza, że trend wzrostowy będzie kontynuowany. Tego optymistycznego nastawienia nie zmienia nawet fakt, że ostatni tydzień wcale nie należał do udanych dla posiadaczy japońskich akcji. Ruch ten należy traktować jako naturalną korektę w trendzie głównym. Pierwszą oznaką, że wzrosty są zagrożone, byłoby przełamanie dwumiesięcznej linii dynamicznej zwyżki. Na razie Nikkei trzyma się dobrze, czego nie można powiedzieć o pozostałych rynkach.
Przecenie na Nasdaq nie widać końca. Błędne okazały się założenia strony popytowej, że dno z początku maja będzie stanowić poziom obrony. 3 czerwca wsparcie to zostało pokonane. Co gorsza dla byków, następne równie ważne wsparcie, znajduje się już w okolicach 1450 pkt. (Nasdaq Composite), co otwiera drogę do całkiem dużej zniżki. Erozja nastroju na giełdzie technologicznej jest wynikiem powątpiewania inwestorów w dynamikę przyszłych zysków spółek. Owszem, bez wątpienia ożywienie w gospodarce światowej doprowadzi do eksplozji zysków. Giełdy w Korei i Tajwanie na fali optymistycznych oczekiwań prawie podwoiły swoją wartość na przestrzeni września 2001 i kwietnia 2002 r. Problemem obecnych wycen jest to, że nie uzasadniają one stopy wzrostu strumienia cash-flow czy zysków szacowanych nawet przez największych optymistów. W końcu musi to podważyć nastroje inwestorów i zaowocuje racjonalizacją kursów.
Złudne okazały się nadzieje, że oazą spokoju w trudnych czasach okażą się giełdy europejskie. DJ Stoxx 50 pod koniec maja przełamał wsparcie w okolicach 3400 pkt. Umacnianie się euro świadczy o zwiększeniu alokacji kapitału w aktywach europejskich. Nie korzystają na tym rynki akcji, gdyż kapitał kuszą wyższe średnioterminowe stopy zwrotu z obligacji europejskich (trzymiesięczne papiery dłużne w euro dawały, według wczorajszych cen nabycia, 3,4% w skali roku, natomiast amerykańskie jedynie 1,8%).