Za nami kolejna sesja na rynku terminowym bez ważnego rozstrzygnięcia dla średnioterminowej koniunktury. Kontrakty na WIG20 zakończyły dzień na poziomie 1379 pkt., czyli o 8 niżej niż we środę. Wiele do życzenia pozostawiała także zmienność, która wyniosła zaledwie 13 pkt., skutecznie ograniczając szansę zarobku w krótkim terminie. Kontrakty od trzech tygodni poruszają się w wąskim przedziale ograniczanym od dołu przez lukę hossy z 17 maja (1368 pkt.) oraz od góry przez szczyty z marca oraz maja bieżącego roku (1401-1402 punkty).

Głównym czynnikiem determinującym nastroje od kilku dni jest zachowanie się giełd zagranicznych. W czwartek ponownie na fali dobrych nastrojów na świecie kontrakty w pierwszej części sesji zachowywały się dobrze, by wraz ze słabym otwarciem giełd za oceanem spaść w ostatniej fazie notowań. Słaba końcówka sesji doprowadziła na kontrakcie do wygenerowania negatywnych sygnałów w postaci przebicia przez kurs od góry średniej 15-sesyjnej oraz naruszenia linii sygnalnej przez MACD. Na zamknięciu doszło do skurczenia się bazy, ponieważ rynek kasowy nie zareagował tak gwałtownie na spadki za oceanem jak terminowy. Lepsze zachowanie kasowy zawdzięcza jednak zaledwie dwóm spółkom: PKN oraz KGHM. Pocieszający jest fakt, iż w przypadku tych akurat walorów za wzrosty odpowiedzialna jest przede wszystkim sytuacja fundamentalna (w przypadku PKN sprawa Rafinerii Gdańskiej, a KGHM rosnące ceny surowców) i ich zwyżki mogą dać w końcu impuls dla całego rynku. Należy być jednak ostrożnym, gdyż mimo, iż nasz rynek jest silniejszy od giełd zachodnich i przez cały czas utrzymujemy się powyżej wsparcia, istnieje niebezpieczeństwo, że w przypadku kilku niekorzystnych informacji możemy nadrabiać "straty" z nawiązką, co już w historii zdarzało się nie raz.