Emocji na wczorajszej sesji przysporzył nam rynek amerykański, który już w nocy z czwartku na piątek skupił na sobie uwagę całego świata. Chodziło o raport na temat działalności Intela. Przypomnę, że wcześniej w związku z nim obniżona została rekomendacja dla tej spółki wydana przez Merryll Lynch.
Informacje, jakie napłynęły, nie spodobały się inwestorom i w handlu posesyjnym Nasdaq spadł o ok. 3%. To spowodowało, że otwarcie naszej sesji było już z założenia na minusie. Otwartą kwestią pozostawało, jak duży będzie ten minus i jak będą przebiegać notowania w ciągu dnia. Liczono, że uaktywni się grupa inwestorów instytucjonalnych, której działanie wybroni naszą giełdę przed mocnymi spadkami.
Rynek kontraktów otworzył się luką już pod poziomem wsparcia na 1370 pkt. Takie zachowanie sprzyjało podjęciu decyzji o sprzedaży. Do takich wniosków doszła spora grupa graczy, co spowodowało, że do końca sesji nie udało się zamknąć porannej luki bessy. Teraz stoimy przed dylematem - doszło do wybicia z konsolidacji i sugerowałoby to pozostawanie z krótkimi pozycjami. Jest jednak problem, gdyż wykres indeksu już tak jednoznacznie nie wygląda. Tutaj wsparcie udało się zachować. Nastawienie graczy na rynku terminowym jest negatywne - wskazuje na to zamknięcie luki z 17 maja. Może się jednak zdarzyć, że rynek kreśli obecnie kanał spadkowy. Ta koncepcja opisu obecnej sytuacji na rynku dopuszczałaby wzrost nawet do górnego ograniczenia kanału. Łagodny spadek w ramach kanału jest wyjściem mniej spektakularnym niż dynamiczne wybicie. To wskazywałoby, że byki posiadają coś jeszcze w zanadrzu, czego dowodem jest lepsze zachowanie instrumentu bazowego. Niezależnie, jaka koncepcja przypadnie nam do gustu, o długich pozycjach można pomyśleć dopiero po wybiciu z kanału, czyli nad poziomem 1390 pkt.