No, muszę przyznać, że moje przekorne słowa otuchy wypisywane tutaj kilka dni temu - tuż po przegranej z Koreą - brzmią teraz cokolwiek dziwacznie. Brzmią tak po meczu z Portugalią. Polegliśmy okrutnie, a druga połowa generalnie może służyć jako materiał pobudzający dla masochistów. Ale - ponieważ przekora to moja domena - nie przekreślałbym szans naszej tzw. drużyny w pojedynku z USA. Skoro nie grają już o nic (oprócz honoru, z czym chyba zresztą też jest kłopot), to może wreszcie zagrają...
Ale wróćmy do spraw o wiele ważniejszych - do naszego światka analityczno-inwestycyjnego. Tu zaś dominuje pokora, a nie przekora. Wynika ona głównie z prozaicznego faktu masowej utraty pracy i dyskutowanego często braku perspektyw, konieczności zmiany planów życiowych i rozczarowania. Tym bardziej musi dziwić bierność środowiska, która po raz kolejny poraża. Sobotni zjazd Związku Maklerów i Doradców zgromadził raptem niecałe 40 osób. Słownie - CZTERDZIEŚCI. Na jakieś dwa tysiące potencjalnie zainteresowanych, z których 3/4 należy do ZMiD. Pięknie.
Opamiętajcie się koleżanki i koledzy! Krzysztof Grabowski, Jacek Konopa, Maria Dobrowolska - przecież ci ludzie, których tak chętnie krytykujecie (gdy nikt nie słyszy), nawet stając na głowach, bez Waszego wsparcia i zaangażowania nie są w stanie utrzymać chwiejącej się pozycji zawodowej maklerów i doradców. A dramatycznie niska frekwencja na zjeździe świadczy o tym, że nie tylko tzw. ogółu (czyli społeczeństwa) nie interesuje kwestia lobbingu zawodowego. Co w kontekście obecnej fatalnej sytuacji rynku i pracujących na nim musi szokować. Owszem, na zjeździe pojawiło się kilka nowych twarzy, ale to zdecydowanie zbyt skromna reprezentacja świata rynku kapitałowego. Większość obecnych to ludzie doskonale znani, także ze swojej aktywności w ramach Związku. Chwała im za to, ale kto z osób spoza rynku będzie się liczył ze środowiskowym związkiem, na którego zjazd przychodzi łaskawie raptem 40 osób?
Indywidualną donkiszoterią daleko nie zajedziemy. Zgadzam się całkowicie z tezą Krzysztofa Grabowskiego, który - dziękując za ponowny wybór na stanowisko prezesa - wyraźnie zwrócił uwagę na to, że oczekuje większego zaangażowania ze strony członków Związku. Bo ZMiD ma szansę wywalczyć stabilną pozycję dla kulejących w ostatnich latach zawodów. Ale - żeby to się faktycznie stało - potrzebna jest ciężka praca i zaangażowanie wielu osób. Warto walczyć o to, by ZMiD był silną, liczącą się organizacją. Bo może być tak, że - poza Związkiem właśnie - nikt nie kiwnie palcem w interesie maklerów, doradców, zarządzających i analityków. Warto i trzeba walczyć. Żeby się tylko chciało chcieć.