Udowodnienie winy Andersenowi otworzyło drzwi władzom federalnym do ścigania przestępstw związanych z upadkiem Enronu. Departament Sprawiedliwości już zapowiedział przyspieszenie działań zmierzających do pociągnięcia do odpowiedzialności zarówno byłych dyrektorów Enronu, jak i Andersena za doprowadzenie do największego bankructwa w historii korporacyjnej Ameryki. Lista potncjalnych zarzutów jest bardzo długa i obejmuje m.in. utrudnianie pracy wymiaru sprawiedliwości, publikowanie fałszywych sprawozdań finansowych, pranie pieniędzy, składanie nieprawdziwych zeznań oraz przestępstwa giełdowe. Nie wyklucza się nawet oskarżenia byłych szefow Enronu o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, choć z tego paragrafu sądzi się najczęściej członków mafii. Prawdopodobnie federalnej prokuraturze uda się "namówić" do współpracy kilku szefów obu spółek, którzy ujawnią kulisy funkcjonowania i upadku energetycznego kolosa.

Sęd federalny w Houston uznał w ostatni weekend firmę Arthur Andersen winną celowego utrudniania pracy wymiaru sprawiedliwości i zniszczenia dokumentów z audytu Enron Corp. Sądowa porażka zmusiła AA do ogłoszenia decyzji o zaprzestaniu z dniem 31 sierpnia br. przeprowadzania audytów spółek publicznych. Jest to praktycznie wyłączenie Andersena z grupy tzw. wielkiej piątki firm audytorskich. AA straci dotychczasowe źródła dochodu i będzie musiał ponieść koszty postępowań cywilnych.

Pozostała "wielka czwórka" - KPGM, Ernst & Young, Deloitte Touche Tohmatsu oraz Pricewaterhouse Coopers - oraz inne średnie firmy będą musiały przejąć dotychczasowych klientów Andersena. Oznacza to zmniejszenie się konkurencji na rynku i wzrost opłat za usługi audytorskie. Wielka czwórka będzie musiała także usprawnić system wewnętrznej kontroli, aby zapobiec podobnym aferom, jakie miały miejsce w Andersenie. Zwiększy to dodatkowo wewnętrzne koszty funkcjonowania spółek, co odbije się również na prowizjach pobieranych od klientów.