Reklama

Stracą wszyscy

Banki na bieżąco monitorowały sytuację Stoczni Szczecińskiej. Nie uchroniły się jednak przez stratami, jakie oznacza upadłość firmy. Audytor, który analizował jej sprawozdania, nie ostrzegł w porę o niebezpieczeństwie - uważają analitycy. Wszyscy stawiają zarzuty poprzedniemu zarządowi. Ale ten nie czuje się winny i wskazuje na wiele czynników, które spowodowały zapaść finansową spółki.

Publikacja: 19.06.2002 08:46

Były zarząd: nie chcemy być

kozłami ofiarnymi

Krzysztof Piotrowski kierował firmą od 1999 r. - To świetny menedżer. Kraj, który z takich menedżerów rezygnuje, jest na niedobrej drodze - zapewnia prof. Leszek Pacholski, przewodniczący rady nadzorczej Stoczni Szczecińskiej Porta Holding. Przyznał, że rada odwołała kierownictwo spółki pod wpływem nacisków politycznych, społecznych i medialnych. Dlatego, że to był warunek wsparcia przedsiębiorstwa przez państwo i banki. O sukcesach stoczni i jej kierownictwa mają świadczyć przytoczone wczoraj przez byłego prezesa kwoty: 3,7 mld USD ze sprzedaży ponad 150 statków w okresie 10 lat, 300 mln USD - zarobek banków na kredytowaniu firmy, 7 tys. stworzonych miejsc pracy, ponad 270 mln USD środków przekazanych do budżetu.

Dlaczego zatem Stocznia Szczecińska złożyła wniosek o upadłość? Bo z wielu powodów znalazła się w trudnej sytuacji. Główne przyczyny to gwałtowne załamanie popytu na statki w 1997 i 1998 r., zmiana struktury popytu (zmalał popyt na statki produkowane dotąd przez polską firmę) oraz aprecjacja naszej waluty. Ale są i przyczyny leżące po stronie spółki: zbyt wysokie płace i straty na budowie niektórych rodzajów statków i promów. Tak to widzi były zarząd. Opracował plan restrukturyzacji firmy. Straty miały być odrobione w ciągu kilku lat. Spółka potrzebowała jedynie kredytu pomostowego. Ale nie znalazła zrozumienia u banków. - Jesienią przedstawiliśmy bankom raport o stanie firmy, zapoznał się z nim także minister Jacek Piechota. Przez wiele miesięcy nie podjęto żadnej decyzji - twierdzi K. Piotrowski.

Skarb Państwa i banki są innego zdania niż zarząd. Przedstawiciele pierwszego mówią o niegospodarności, bankowcy o błędach w zarządzaniu stocznią.

Reklama
Reklama

Minister spraw wewnętrznych Krzysztof Janik w wywiadzie udzielonym radiowej "Jedynce" powiedział wczoraj, że toczy się śledztwo w sprawie stoczni, a do końca miesiąca może dojść do zatrzymania osób z poprzedniego kierownictwa spółki. Wcześniej o możliwych zatrzymaniach mówił minister gospodarki Jacek Piechota. Prokuratura prowadzi od pewnego czasu postępowanie w sprawie niegospodarności w stoczni. Przedstawiciele byłego kierownictwa wskazują, że menedżerom nie postawiono jak dotąd żadnych zarzutów, nie poproszono ich o żadne wyjaśnienia, a już padają publiczne wypowiedzi o możliwych zatrzymaniach. K. Piotrowski ocenia, że to efekt "zapotrzebowania społecznego w sytuacji braku sukcesów gospodarczych".

- Nie chcemy być kozłami ofiarnymi - deklaruje.

Audytor może być

współwinny

Zdaniem specjalistów związanych z rynkiem audytorskim, Ernst&Young jako rewident ponosi część winy za sytuację związaną z upadkiem Stoczni Szczecińskiej. Firma nie ostrzegła bowiem odpowiednio szybko o możliwości pojawienia się poważnych kłopotów. Niewykluczone, że rewident nie wiedział o wszystkim, co działo się w spółce. Jak podkreślają specjaliści, audytor sporządza ocenę jedynie na podstawie wyrywkowego badania sprawozdań, co oznacza, że część istotnych informacji może po prostu przeoczyć. Z kolei mnóstwo informacji o sytuacji finansowej firmy otrzymywały banki, udzielające kredytów. - Opinia audytora do badania raportów finansowych spółki była jedynie dodatkiem do tego, co otrzymywały banki, udzielające stoczni kredytów - powiedział PARKIETOWI Lesław Paga, prezes Deloitte&Touche Central Europe.

Przedstawiciele Ernst&Young odmawiają udzielenia komentarza na temat sytuacji Stoczni Szczecińskiej. - Ze względu na zasady poufności obowiązujące nas w kontaktach z klientami nie możemy ujawniać żadnych szczegółów odnośnie Stoczni Szczecińskiej - powiedział Jacek Goczewski, kierownik marketingu i sprzedaży Ernst&Young.Uwagi dopiero od 2000 r.

Reklama
Reklama

W opinii do sprawozdania z 1999 r. i lat poprzednich uwagi audytora były mało znaczące i wskazywały na stabilną sytuację firmy. Rewident zwrócił uwagę na możliwość pojawienia się problemów dopiero w opinii do raportów za 2000 r. Z kolei badanie sprawozdania za zeszły rok nie zostało jeszcze zakończone. Żadna z osób odpowiedzialnych za powstanie tej opinii nie potrafiła podać daty zakończenia prac.

W opinii do raportu za 2000 r. audytor zwrócił uwagę na możliwość pojawienia się dodatkowych kosztów, wynikających z dłuższego niż zakładano okresu budowy zakontraktowanych prototypów statków. Budowa była finansowana środkami pochodzącymi z kredytów bankowych. "Zarząd spółki znajduje się w trakcie negocjacji zmiany terminów spłaty kredytów. Zdaniem zarządu, nie wystąpią dodatkowe koszty finansowe" - napisał audytor w opinii do sprawozdania za 2000 r. E&Y zaznaczył też, że zarząd prowadził negocjacje z armatorami. Miały one doprowadzić do zmiany dotychczasowych warunków kontraktów i ustalenia nowych terminów dostaw. "Zarząd spółki szacuje, że dodatkowe koszty związane z wydłużonym okresem budowy nie będą wyższe niż koszty wykazane w sprawozdaniu finansowym. Jednakże, w przypadku niepowodzenia negocjacji, zależnych od wielu czynników, które w obecnej sytuacji trudno jest przewidzieć, dodatkowe koszty mogą być wyższe" - zaznaczył Ernst&Young.

W opinii do tego samego raportu rewident podkreślił też, że spółka może mieć problemy z odzyskaniem wartości inwestycji w pełnej wysokości w niektórych spółkach zależnych. Fiaskiem mogą się bowiem zakończyć prowadzone w nich procesy restrukturyzacji. Chodzi o 39 konsolidowanych firm, których wartość księgowa wynosiła na koniec 2000 r. prawie 330 mln zł.

Jak to widzą banki

- Sposób postępowania zarządu firmy wprowadzał banki w błąd. Podawał wyniki niezgodne z prawdą, co sprawiało, że banki miały fałszywy obraz sytuacji finansowej spółki. Dodatkowo władze stoczni wykorzystywały część kredytów niezgodnie z zawartymi umowami. Były one przeznaczane na finansowanie innych niż planowano statków oraz infrastruktury - powiedział PARKIETOWI przedstawiciel jednego z banków kredytujących stocznię. Nie wyklucza, że po przeprowadzeniu niezależnego audytu, który pokaże rzeczywistą sytuację stoczni, sprawa trafi do prokuratury.

Stocznia jest zadłużona w bankach na 1,4 mld zł. Spośród instytucji giełdowych, w konsorcjum kredytującym Stocznię Szczecińską jest Pekao, BRE, BIG-BG, BPH PBK i ING BSK. Najwięcej kredytów udzielił Pekao. Według nieoficjalnych informacji, było to 500-600 mln zł. Bank podał, że na kredytach dla Stoczni może stracić maksymalnie 150 mln zł. Dlatego ocenia, że związana z tym konieczność utworzenia dodatkowych rezerw będzie miała wpływ na wynik w II kwartale br. Mimo to nie zmieni prognozy zysku netto na br. w wysokości 1,4 mld zł. Pekao wyjaśnił, że Stocznia Szczecińska nie jest jego dłużnikiem. Natomiast zaangażowanie banku w grupie Porta Holding przez finansowanie budowy konkretnych statków, które są zabezpieczeniem kredytów, sprawia, że rozpoczęcie procesu upadłościowego nie pogorszy jego pozycji jako wierzyciela.

Reklama
Reklama

Zdaniem analityków, największe straty na kredytach dla Stoczni poniesie BPH PBK, którego zaangażowanie jest szacowane na 250-280 mln zł. Według nie potwierdzonych szacunków pozostałe banki zaangażowały po 100 mln zł. Z kolei PKO BP miało udzielić 230 mln zł kredytu. W składzie konsorcjum banków jest też WestLB.

Banki tracą

nie tylko pieniądze

Sprawa upadłości Stoczni wpływa na obniżenie wiarygodności banków. Inwestorzy nie mają żadnej pewności, czy jutro nie zostaną zaskoczeni kolejną dużą wpadką. - Do tej pory inwestorzy traktowali banki jako sektor w miarę odporny na pogorszenie wskaźników makroekonomicznych. Teraz okazało się, że ich wiara nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości - stwierdził Grzegorz Zawada, analityk z Erste Securities Polska.- Każdy bank posiada system, który pozwala mu kontrolować sprawozdania finansowe firmy, której udzielił kredytu. Dodatkowo szanse albo zagrożenia związane z reprezentowaną przez firmę branżą ocenia na podstawie analiz sektorowych. Kluczem do sukcesu jest umiejętność trafnego przewidywania rozwoju sytuacji w przedsiębiorstwie - powiedział Jacek Chwedoruk, dyr. Rothschild Polska. Banki nie mają jednak możliwości monitorowania wszystkich działań kredytobiorców oraz pełnej kontroli wydawania środków w dużych firmach prowadzących działalność inwestycyjną, takich jak Stocznia Szczecińska.

- Banki, udzielając kredytów, monitorują działalność podmiotów, którym ich udzieliły. W przypadku ryzykownych branż kontrola jest większa. To należy do ich podstawowych obowiązków. Banki kredytowały Stocznię Szczecińską, bo dotychczas było to dobrze prosperujące przedsiębiorstwo. Grupa kapitałowa tej firmy do niedawna informowała o zyskach - powiedział Marcin Wróblewski, analityk z DM BZ WBK. Według G. Zawady, banki kredytujące budowę konkretnych statków nie mogły się z tego wycofać, ponieważ poniosłyby jeszcze większe straty. W tej sytuacji muszą dokończyć budowę statków po to, aby można je było sprzedać i odzyskać pieniądze.

Reklama
Reklama

Tracą kontrahenci i...

znowu banki

Obecnie sytuacja Stoczni Szczecińskiej odbija się także negatywnie na jej kontrahentach. Największym są zakłady Hipolita Cegielskiego w Poznaniu, które produkują silniki do statków. Stocznia jest im winna ponad 100 mln zł. Kłopoty kontrahentów odbijają się na bankach, które udzielały im kredytów.

Z informacji PARKIETU wynika, że BZ WBK, który udzielił kilku milionów zł kredytu poznańskiej firmie, na początku czerwca zajął jej konta. Rzecznik banku Piotr Gajdziński wyjaśnił, że pogorszenie sytuacji finansowej zakładów H. Cegielskiego nastąpiło w I kwartale br. Firma nie wywiązywała się ze spłaty rat kredytu. Dodatkowo, w związku z brakiem informacji o kondycji finansowej zakładów, BZ WBK postanowił wypowiedzieć umowę kredytową. - Podjęliśmy jednak rozmowy z zarządem zakładów i ustaliliśmy nowy harmonogram spłat. Firma nie spłaciła kolejnej raty zadłużenia. W związku z tym bank wszczął 6 czerwca postępowanie egzekucyjne. Komornik zajął wszystkie rachunki bankowe zakładów H. Cegielskiego - powiedział. P. Gajdziński. Według rzecznika, bank jest otwarty na współpracę z zakładem, pod warunkiem że będzie on spłacał zadłużenie.

W innych branżach

Reklama
Reklama

nie jest lepiej

Zagrożeniem dla kondycji finansowej banków są też inne firmy, w tym giełdowe. Kłopoty finansowe przeżywają firmy chemii ciężkiej - Zakłady Azotowe z Tarnowa (ich zobowiązania sięgają 340 mln zł), Polic i Puław. Z trudnościami boryka się też przemysł metalowy. W trudniej sytuacji jest Stalexport, który zdołał przekonać banki do układu. Zobowiązania firmy, sięgające ponad 600 mln zł, zostały zredukowane o 40%. Duże zobowiązania, sięgające 700 mln zł, ma również grupa Impexmetalu. Zarząd tej spółki zamierza w najbliższym czasie przeprowadzić restrukturyzację finansową. Trudności przeżywają także Polskie Huty Stali, które zostały utworzone m.in. z Huty Katowice, Sendzimira oraz Florian.

Kłopoty finansowe w związku z pogłębiającą się dekoniunkturą na rynku budowlanym ma też coraz więcej firm z tej branży. Należy do nich choćby Mostostal Zabrze, który może stracić płynność finansową. Nadal nie wyjaśniła się też sprawa zakładów Daewoo-FSO w Warszawie. W ostatnim czasie pogorszyła się także kondycja zakładów Fiata w Polsce. Może on jednak liczyć na pomoc spółki-matki.

Krzysztof Pietraszkiewicz,

dyrektor generalny

Reklama
Reklama

Związku Banków Polskich

Dzisiaj nikt z zewnątrz nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, kto ponosi winę za straty, jakie banki poniosły na zaangażowaniu kredytowym w Stocznię Szczecińską. Będzie to dopiero rezultat wielostronnych analiz, również z udziałem Centralnego Biura Śledczego i prokuratury. Jesteśmy mądrzy po szkodzie. Jednak sprawa Stoczni wpłynie na zmianę procedur w bankach, dotyczących podejmowania decyzji kredytowych oraz współpracy z audytorem.

Musimy wypracować strategię współpracy z tak dużymi firmami. Prowadzą one bowiem działalność poza granicami Polski i są narażone na wiele czynników, takich jak choćby koniunktura na innych rynkach. To dla banków oraz rządu duże wyzwanie

Nie chciałbym się teraz wypowiadać na temat roli audytora w tym wydarzeniu, bo za mało mam informacji o jego działaniach. ZBP nie jest jednak instytucją, która mogłaby wyciągać ewentualne konsekwencje wobec niego. Tu inicjatywa należy do banków, które kredytowały Stocznię.

Zarząd Szczecina chce pomóc stoczni

Pomoc w przekwalifikowaniu stoczniowców, poszukiwanie dla nich ofert pracy, łatwiejszy dostęp do funduszy pomocowych i pomoc socjalną dla pracowników upadłej Stoczni Szczecińskiej - zadeklarował zarząd miasta. Zarząd Szczecina przedłoży Radzie Miasta projekt uchwały w sprawie korekty budżetu, zakładającej przeznaczenie miliona złotych na najpilniejsze potrzeby społeczne stoczniowców, w tym na zorganizowanie kolonii letnich dla około 100 dzieci. Zarząd miasta złożył również deklarację aktywnego włączenia się w proces tworzenia nowego podmiotu gospodarczego, który przejąłby kontrakty, wznowił produkcję i zachował istniejące miejsca pracy.

Stocznia nie jest jedyna, ale jest wyjątkowa

- W Polsce jest obecnie tysiące zakładów zagrożonych upadłością. W dobrej sytuacji finansowej są tylko banki, które zawyżają statystyki - powiedział PARKIETOWI Marek Pol, wicepremier i minister infrastruktury. - Firmy produkcyjne, w tym szczególnie eksporterzy, muszą się zmagać z potężnym zadłużeniem. To przede wszystkim efekt przewartościowania złotego - dodał. Jego zdaniem, na progu bankructwa jest obecnie kilkadziesiąt dużych zakładów, np. wszystkie odlewnie. Według Jacka Piechoty, ministra gospodarki, zagrożonych upadłością jest kilka przedsiębiorstw porównywalnych wielkością do Stoczni Szczecińskiej. Nie podał jednak nazw.

M. Pol zwrócił jednak uwagę na fakt, że większość zadłużonych firm nie może liczyć na pomoc publiczną, jaką otrzymała Stocznia Szczecińska. -To specyficzny zakład. W jego łańcuch produkcyjny zaangażowanych jest 65 tys. ludzi. Rząd nie jest w stanie wesprzeć wszystkich firm zagrożonych bankructwem - stwierdził.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama