Komentarz zacznę wyjaśnieniem zawiłości kontraktów na amerykańskie indeksy. Wywołały one bowiem na wczorajszej sesji impuls do przeceny naszego rynku, choć podkreślam, że, tak jak w przypadku Stoczni Szczecińskiej, był to tylko impuls, a nie bezpośrednia przyczyna. Impuls jednak był tym razem trochę "sztuczny". Wczoraj rano serwisy na podstawie zmian kontraktów straszyły przeceną Nasdaq 100 prawie o 4%. Problem jednak w tym, że zmiana kontraktów na amerykańskie indeksy odnoszona jest do zamknięcia sesji na rynku terminowym (22:15), a nie na rynku kasowym (22:00). Zmiany dokonujące się przez te 15 minut nie są uwzględniane. Z reguły w tym czasie nie ma niespodzianek, ale po poniedziałkowej sesji Oracle podał dobre wyniki i kontrakty wzrosły ponad 6,5%! w ciągu paru minut, kończąc sesję o 22:15 na około +3%. Dopiero od tej wartości liczone były zmiany pokazywane w serwisach. Po ostrzeżeniach AMD i Apple kontrakty były 45 pkt. niżej wtorkowych zamknięć. Jednak wartość ta odpowiadała spadkowi Nasdaq 100 w okolicach tylko 1%. Na sztuczny spadek dało się nabrać sporo inwestorów i, co dziwne, wiele serwisów.
Druga ciekawostka odnosi się już do polskich kontraktów i zagadnienia cykliczności, które pokazywałem kilka tygodni temu. Aż trudno uwierzyć, że schemat ten po raz kolejny się sprawdził. Jak widać na wykresie wyżej, szczyty wyznaczane były do tej pory z chirurgiczną precyzją. Co ciekawsze dla obecnej sytuacji, dołki także znajdowały się w tym samym miejscu cyklu i na podobnym poziomie. Schemat taki odpowiadałby też mojej opinii o rynku. Mimo fatalnej atmosfery i braku fundamentów fundusze mocno zaangażowane w akcje nie pozwolą na dalszą przecenę, choć oczywiście w średnim terminie mojego pesymizmu to nie zmieni.