Do początku czerwca, czyli do momentu wybicia się indeksów głównych rynków zachodnich w dół z 8-miesięcznych konsolidacji, nie można było wykluczyć, że powszechnie podzielany przez ekonomistów pogląd o ożywieniu mającym nadejść - jak zwykle - w "drugim półroczu" okaże się poprawny. Niestety, zachowanie globalnego rynku akcji w ciągu minionych 2 tygodni dosyć jednoznacznie sugeruje, że gospodarce światowej grozi niebawem raczej nawrót recesji. W alternatywnym ujęciu można też zauważyć, że oczekiwanie na drugą po tej trwającej od września do grudnia ub.r. falę wzrostową na rynkach akcji, tę, która byłaby już potwierdzana na bieżąco dobrymi danymi makroekonomicznymi i wzrostem zysków przedsiębiorstw, było równoznaczne z oczekiwaniem, że inwestorzy popełnią po raz drugi z rzędu błąd. Ten sam, który zrobili w II połowie 1999 i na początku 2000 roku, kupując akcje w momencie, kiedy banki centralne już rozpoczęły zaostrzanie polityki pieniężnej (a tak by niewątpliwie się stało, gdyby wybicie z ostatniej konsolidacji na rynkach akcji nastąpiło w górę). Optymistycznie nastawienie ekonomiści mogą obecnie jedynie stwierdzić, że ożywienie nastąpiłoby, gdyby nie "irracjonalne" zachowanie rynków akcji, które spadając załamały wzrostowy trend oczekiwań konsumentów i przedsiębiorstw.

Nasz rynek spadając w czerwcu z powrotem do kluczowego wsparcia w strefie 1285-1298 pkt. dowiódł, że groźba ewentualnego pogorszenia perspektyw globalnej koniunktury nie może być w nieskończoność ignorowana. Tym bardziej że wydarzenia wokół Stoczni Szczecińskiej pokazują, iż również w kraju można znaleźć argumenty za przedłużeniem okresu osłabienia gospodarczego. Co prawda, w środę i czwartek rynek powrócił do przerabianej do znudzenia kilka miesięcy temu zabawy w obronę wsparcia, ale sądzę, że jeśli obecna fala spadków na zagranicznych rynkach przedłuży się jeszcze o kilka sesji, to tym razem obrona okaże się nieskuteczna. WIG20 z 2-tygodniowym opóźnieniem wobec świata wyszedł dołem z trwającej od połowy października formacji "głowy z ramionami" wyznaczanej przez minima z grudnia 2001 i maja 2002. Tym samym można zakładać, że potencjał wzrostowy ograniczony jest przez strefę 1315-1330 pkt.