Cena ropy w poniedziałek prawie się nie zmieniła, ale może wzrosnąć, jeśli nadal będzie zwiększać się napięcie na Bliskim Wschodzie, skąd pochodzi jedna trzecia światowych dostaw tego surowca.
A wczoraj rano znowu 130 izraelskich czołgów wjechało do Ramallah na Zachodnim Brzegu i otoczyło siedzibę palestyńskiego przywódcy Jasera Arafata. W kwietniu w podobnej sytuacji Irak, trzeci w tym regionie producent ropy, wstrzymał eksport, protestując przeciwko izraelskiej okupacji palestyńskich terytoriów. W ostrzelanych z helikoptera dwóch samochodach zginęło w Strefie Gazy sześciu Palestyńczyków, w tym - jak podało izraelskie radio - dwóch dowódców wojskowych Hamasu.
Organizacja Państw Eksporterów Ropy Naftowej spotyka się w środę i większość ministrów tego ugrupowania już zapowiedziała, że zwiększą o 1,5 mln baryłek dziennie ograniczenie wydobycia obowiązujące od 1 stycznia. Jest to limit najniższy od 10 lat, a wprowadzono go ze względu na światowe spowolnienie gospodarcze.
Prezydent Wenezueli Hugo Chavez zapewnił, że jego kraj, trzeci producent w ramach OPEC, do końca roku nie zwiększy wydobycia. Zaprzeczył w ten sposób doniesieniom Reutersa, jakoby Wenezuela chciała zwiększyć produkcję ropy o 16%, by w ten sposób ratować słabnącą gospodarkę. Z kolei agencja Bloomberga obliczyła, że w maju Wenezuela wydobywała 2,62 mln baryłek dziennie, czyli więcej niż jej kontyngent w ramach OPEC wynoszący 2,497 mln baryłek.
Wobec zapowiedzi mniejszego wydobycia i rosnącego napięcia na Bliskim Wschodzie ropa wczoraj znowu trochę zdrożała. Cena ropy gatunku Brent w dostawach na sierpień ukształtowała się po południu w Londynie na poziomie 24,97 USD za baryłkę, a więc była o 0,8% wyższa niż na piątkowym zamknięciu.