Już trzy linie trendu trzeba było wyrysować, żeby opisać falę spadkową zapoczątkowaną w styczniu tego roku na wykresie Nasdaq Composite. Ani właściwa prosta, ani nawet przyspieszona linia trendu nie oddawały dobrze tempa, w jakim niedźwiedzie zdobywały teren. W tej chwili najbliższa wykresowi jest linia przechodząca przez szczyty z 17 maja i 17 czerwca, znajdująca się na 1500 pkt. To przyspieszanie zniżek sprawiło, iż od połowy maja wartość Nasdaq Composite obniżyła się z 1741 do 1440 pkt. (17%). Na poniedziałkowej sesji byki walczyły o utrzymanie wrześniowego dołka, znajdującego się na 1423 pkt. Wobec faktu, że analogiczne wsparcie na wykresie wskaźnika Nasdaq 100, obejmującego 100 największych firm rynku technologicznego, zostało pokonane, szansa na powstrzymanie bessy jest niewielka.

Po raz pierwszy od jesieni zeszłego roku poniżej bariery 1000 punktów znalazł się S&P 500. Również na wykresie tego indeksu nie widać oznak słabnięcia sprzedających. W związku z tym nie przypuszczam, żeby minimum z września, znajdujące się na 965 pkt., zdołało obronić się. W razie próby wzrostu najpoważniejszym oporem jest 1050 pkt. Od tego poziomu indeks znajduje się w odległości ponad 5%.

W szybkim tempie spadają także notowania na rynkach europejskich. W poniedziałek do najniższego poziomu od 9 miesięcy spadł londyński FT-SE 100, znosząc cały piątkowy wzrost. Wskaźnik znajduje się jeszcze ponad 160 pkt. ponad dołkiem z września zeszłego roku, znajdującym się na 4433 pkt. Wykres właśnie tego indeksu śledzę ze szczególną uwagą, bowiem podobnie jak WIG20 przez pół roku znajdował się w bardzo wąskim trendzie bocznym. Wybicie ponad dolne ograniczenie tej konsolidacji 5024 pkt. zaowocowało silną falą wyprzedaży.

Bardzo szybko do jesiennego dołka zbliża się niemiecki DAX. Choć indeks z sesji na sesję notuje najniższe wartości w tej fali spadkowej, na wskaźnikach krótkoterminowych powstają coraz większe pozytywne dywergencje. W razie próby wzrostu najbliższym oporem będzie ostatni lokalny dołek, znajdujący się na 4300 pkt.