Takie wymogi mają zastosowanie w regulacjach krajowych państw członkowskich Unii Europejskiej (np. Holandii) i znakomicie sprawdzają się w praktyce. Spytam przewrotnie: a czy lepiej byłoby, gdyby takiego wymogu nie stosować wobec polskich brokerów? Chcę podkreślić, że nasz postulat nie ma na celu sztucznego podniesienia rangi zawodu brokerskiego. Takie rozwiązanie naprawdę poprawi jakość i konkurencyjność (w odniesieniu do oferty zagranicznych firm) usług świadczonych przez krajowych brokerów, przez co lepiej będzie służyć interesom polskich konsumentów.
Pozycji konkurencyjnej w przyszłej rywalizacji z brokerami z Unii nie ułatwi, zdaje się, nowa ustawa o pośrednictwie ubezpieczeniowym. Stowarzyszenie zgłosiło już szereg zastrzeżeń do projektu, który trafił już pod obrady Sejmu.
Przygotowany przez Ministerstwo Finansów projekt ustawy obarczony jest, moim zdaniem, grzechem pierworodnym, polegającym na błędnym, bo podmiotowym, a nie przedmiotowym, podejściu do zagadnień pośrednictwa. Już pięć lat temu na I Kongresie Brokerów zaproszony przez nas unijny ekspert - dr Hans Scheffer - przedstawił koncepcję zrywającą z podmiotowym podejściem do definicji pośrednictwa. Nowość tego konceptu wynika z kategoryzacji czynności pośredników przy całkowitym zerwaniu z próbą określenia kim oni są: brokerem, agentem zależnym czy niezależnym, konsultantem, urzędnikiem poczty, etc. Koncepcja zależności i niezależności sformułowana w Rekomendacji UE w 1991 r., przysporzyła wprawdzie szereg problemów i w efekcie ją zarzucono, ale tylko pozornie, bowiem czynnościowa definicja pośrednictwa pozostała. Dyrektywa IV generacji mówi już wyłącznie o czynnościach pośrednictwa i nie wprowadza w ogóle rozgraniczenia pomiędzy działalnością brokera, agenta czy multiagenta. W świetle nowych przepisów, taki podział nie ma żadnego znaczenia. Nowe prawo unijne mówi: "jeśli wykonujesz określone czynności, to jesteś pośrednikiem i w związku z tym podlegasz konkretnemu reżimowi prawnemu. Musisz posiadać odpowiednie kwalifikacje, wykupić polisę odpowiedzialności cywilnej zawodowej o wysokiej sumie gwarancyjnej (1 mln euro - przyp. red.), posiadać, niezależnie od polisy OC, gwarancje finansowe (jest to osobna kategoria zabezpieczeń interesów konsumenckich, notabene pominięta w rządowym projekcie ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym), czy wreszcie dostarczyć klientowi określony zasób informacji na temat produktu, w którego sprzedaży pośredniczysz (o czym mówi się w naszym projekcie bardzo skromnie)". Wygląda na to, że autorzy projektu zapatrzyli się w rozwiązania zapisane w dyrektywie z 1976 r., które zupełnie nie przystają do dzisiejszych warunków rynkowych.
Jednym słowem, oznacza to, że jeśli projekt ustawy przejdzie w proponowanej przez rząd formie, to zarejestrowani w Polsce brokerzy będą poddani większym ograniczeniom niż ich koledzy z Unii Europejskiej?
Tak. Przyjęcie proponowanych przez rząd rozwiązań może mieć negatywne dla polskich pośredników praktyczne konsekwencje w momencie otwarcia naszego rynku finansowego na konkurencję ze strony podmiotów zarejestrowanych w Unii Europejskiej. Niestety, ma pan rację, polscy brokerzy będą podlegali dalej idącym ograniczeniom niż pośrednicy zarejestrowani w krajach UE, co na pewno nie ułatwi im życia. Proszę pamiętać, że po przystąpieniu Polski do Unii będzie obowiązywać zasada jednej licencji. Zagraniczni pośrednicy nie będą musieli rozgraniczać, czy prowadzą usługi o charakterze brokerskim, czy agencyjnym, nie będą mieli problemów z tym, że są we władzach takiej czy innej spółki, czy też, że będąc agentem posiadają akcje firmy brokerskiej. Ten problem nie będzie ich w ogóle dotyczył.
Zastanawiam się, czym kierowali się urzędnicy Ministerstwa Finansów przygotowujący taki projekt ustawy o pośrednictwie ubezpieczeniowym?