Decyzję o hospitalizacji pięciu uczestników głodówki podjął lekarz, który badał czternaście osób uczestniczących w proteście. W szpitalu otrzymają wzmacniające kroplówki. Niewykluczone, że potem, podobnie jak w minionych dniach, zechcą kontynuować głodówkę. W imieniu załogi protestujący domagają się wypłat zaległych wynagrodzeń i wznowienia produkcji przez zakład. Stan zdrowia wszystkich uczestników protestu jest już zły. Podawane są im leki wzmacniające i kroplówki. W poniedziałek za namową lekarzy z udziału w proteście zrezygnowała jedna osoba. Trzy, które tego dnia trafiły do szpitala, wróciły do protestujących kolegów. Od piątku załoga jeszcze zaostrzyła swój protest, wychodząc na ulice miasta. Dwukrotnie blokowany był ruch w centrum Białegostoku, protestujący zanieśli swoje apele o pomoc do wojewody podlaskiego i do Kredyt Banku, który jest jednym z banków wierzycieli blokujących konta Bison-Bial.
Wczoraj około sześciuset pracowników zakładu w Białymstoku i jego filii w Bielsku Podlaskim i Kolnie protestowało przed warszawską siedzibą Metalexportu, który jest właścicielem białostockiej spółki. Od przedstawicieli zarządu firmy usłyszeli jednak, że bez upadłości zakładu są małe szanse na wypłatę im zaległych wynagrodzeń. Metalexport taką sytuację tłumaczy brakiem porozumienia z bankami blokującymi konta firmy.
1,3 tys. pracowników firmy nie otrzymuje regularnych wypłat od pół roku. W tym czasie wypłacono im pieniądze za półtora miesiąca pracy, a w ubiegłym tygodniu - po 600 złotych zaliczki.
Każdemu z pracowników zakład jest winny jeszcze po kilka tysięcy złotych. Prawie od miesiąca stoi produkcja.