Sytuacja banków europejskich jest w tym wypadku dużo gorsza niż podczas niedawnego kryzysu argentyńskiego. Ich zaangażowanie w Brazylii jest bowiem dwa razy większe. Instytucje finansowe z Europy znajdują się też w trudniejszym położeniu od banków amerykańskich, takich jak Citigroup, które zainwestowały w gospodarkę brazylijską o ponad połowę mniej.
Perspektywa upadłości działających tam jednostek może zmusić czołowe banki europejskie do wyraźnego zwiększenia odpisów na pokrycie ewentualnych strat, które mogą sięgać miliardów dolarów.
Główną przyczyną deprecjacji reala jest wciąż niepokój, że październikowe wybory prezydenckie wygra Luiz Inacio Lula da Silva, który zamierza wystąpić o restrukturyzację brazylijskiego zadłużenia, wynoszącego 929 mld reali (326 mld USD), oraz zrezygnować z polityki antyinflacyjnej.
Zaostrzenia kryzysu finansowego w Brazylii najbardziej obawia się największy bank hiszpański - Banco Santander Central Hispano, który zainwestował tam około 7 mld USD. Jego aktywa w tym kraju sięgają 21 mld euro. Kierownictwo tej instytucji podtrzymało wprawdzie prognozę, która - mimo deprecjacji reala - zakłada w tym roku 10-proc. wzrost zysku, ale eksperci są innego zdania i nie wykluczają pogorszenia wyników finansowych.
Mniej zagrożony jest zajmujący drugie miejsce w Hiszpanii Banco Bilbao Vizcaya Argentaria, którego inwestycje w Brazylii wynoszą 800 mln euro. Natomiast poważne powody do niepokoju ma holenderski ABN Amro Holding. Zainwestował on tam 2,7 mld euro, a działalność brazylijskiej jednostki przysporzyła mu w 2001 r. 16% zysków. W trudnej sytuacji są też brytyjski HSBC Holdings oraz niemiecka HVB Group. Niektóre z banków europejskich starają się ograniczyć zależność od działalności w Brazylii, zmniejszając lokaty w tamtejsze obligacje rządowe.