Premier Marek Belka powiedział, że obserwowany ostatnio kurs euro wobec złotego jest dla niego satysfakcjonujący. Zdaniem szefa resortu finansów, wartość wspólnej waluty jest korzystna dla całej gospodarki. Nie sposób nie zgodzić się z tą tezą. Przy takim poziomie kursu rośnie konkurencyjność polskiego eksportu, którego około 70% jest rozliczane właśnie we wspólnej walucie. Pamiętajmy, że jeszcze w styczniu za euro płacono tylko 3,50 zł, zmiana jest więc imponująca. Droższe euro to także dobra informacja dla tych, którzy związani są z usługami turystycznymi oferowanymi w Polsce. Rośnie konkurencyjność naszego kraju, staje się on po prostu tańszy dla zachodnich turystów. Być może sezon w tym roku będzie lepszy niż poprzedni. Oby, bo turystyka to znaczący składnik PKB. Warto też podkreślić, że jednocześnie dolar utrzymuje się na dość stabilnym poziomie wobec złotego. Około 70% importu surowców jest rozliczane w tej walucie. Nie ma więc presji inflacyjnej.
Z drugiej strony trzeba pamiętać o tym, że wiele polskich kredytów, zarówno tych dla przedsiębiorstw, jak i tych dla klientów indywidualnych, jest nominowanych w euro. Nie wszyscy są więc zadowoleni ze wzrostu wartości wspólnej waluty.
W pierwszych poniedziałkowych transakcjach za dolara płacono 4,055 zł, za euro zaś 4,04 zł, odpowiadało to 5,7% odchylenia od starego parytetu. Od razu przeważył popyt. Złoty systematycznie się umacniał realnie, przy czym w pierwszej części dnia owocowało to głównie spadkiem wartości euro. Od 12,30 zaczęły się także silne zmiany na rynku USD/zł. W sumie kończyliśmy na 4,025 i 3,975, a więc na 6,85% Wzrost wartości złotego był więc wyraźny.
Czy euro zyska jeszcze do USD? To bardzo ważne pytanie, również dla nas. W tej chwili większość analityków nie podziela zdania Georga Sorosa, który uważa, że dolar osłabi się jeszcze o 30%. Twierdzą oni, że powoli zbliżamy się do lokalnego maksimum. Są i tacy, którzy mówią, że już go osiągnęliśmy i parytetu nie przebijemy. Z drugiej strony powoli wyczerpują się chyba czynniki realnego (w stosunku do starego parytetu) spadku wartości złotego. Czyżby więc poziom nieznacznie powyżej 4 był też maksimum lokalnym kursu euro wobec złotego?
W piątek poznamy informacje o zmianach cen żywności w drugiej połowie czerwca. Analitycy oczekują kontynuacji trendu spadkowego, co ma być oczywiście konsekwencją trwającego właśnie sezonu. Nie ma jednak zgodności co do tego, jaką cyfrę zobaczymy. To od niej w znacznej mierze będzie zależało to, czy inflacja jeszcze spadnie, czy też z jej minimum mieliśmy do czynienia w maju.