IDT poinformował, że oficjalną propozycję odkupienia aktywów wysłał dyrektorowi generalnemu WorldCom Johnowi Sidgmore'owi. Zarząd spółki nie przyjął jednak tej propozycji. - Jest wręcz nieprawdopodobne byśmy pozbyli się swoich kluczowych aktywów - powiedział Brad Burns, rzecznik WorldCom. Chodzi tu o operatora połączeń długodystansowych MCI Communications, wchłoniętego przez WorldCom w 1998 r. i lokalną spółkę telekomunikacyjną MFS, przejętą w 1996 r. Warto podkreślić, że WorldCom kupił te aktywa za łączną kwotę 62 mld USD, podczas gdy obecnie IDT oferuje za nie 5 mld USD.

Jednak i ta suma z pewnością byłaby bardzo przydatna dla stojącego na krawędzi bankructwa byłego potentata amerykańskiej branży telekomunikacyjnej. W ubiegłym tygodniu doszło do załamaniu kursu akcji WorldCom na giełdach, gdy wyszło na jaw, że spółka, podobnie jak Enron, prowadząc nieprawidłową księgowość zawyżyła zyski prawie o 4 mld USD. Jej zadłużenia wzrosło do 30 mld USD.

Zarząd WorldCom ma jednak inną koncepcję naprawy kondycji finansowej spółki. Usiłuje on przede wszystkim pozbyć się aktywów w branży telefonii komórkowej oraz sprzedać działalność na rynku japońskim i w Ameryce Łacińskiej. Ponadto John Sidgmore liczy też na banki. - Prowadzimy cały czas rozmowy z bankami na temat udzielenia nam dalszych kredytów. Jeśli one się powiodą to możemy uniknąć konieczności postawienia spółki w stan upadłości i szukania ratunku w 11 rozdziale prawa upadłościowego - podkreślił szef WorldCom, który funkcję tę objął kilka miesięcy temu, zastępując założyciela spółki Bernarda Ebbersa i za każdym razem podkreśla, że nic nie wiedział o "twórczej rachunkowości" w firmie.