Dziennikarze mają to do siebie, że lubią łajać i pouczać innych. Niektórym wydaje się, że posiedli absolutną wiedzę i doskonały warsztat. Tylko oni są w stanie wznieść się ponad wykonywane rzemiosło we własnym tytule i w imię obrony czystości uprawianego gatunku i wskazać palcem błądzące gazety. Tym razem zdaniem Dominiki Wielowieyskiej z Gazety Wyborczej zbłądził PARKIET publikując w środowym numerze raport o holdingu Eureko, inwestorze PZU. Co się nie spodobało? Brak źródła pochodzenia opublikowanego tekstu, czyli jak to nazwała Gazeta - "anonimu". I ja się z tym w pełni zgadzam Pani Dominiko, z jedną tylko uwagą. Jeśli redakcja zapewni informatora, że nie opublikuje źródła pochodzenia dokumentu to zrobić tego nie może mając pełną świadomość, że wtedy jego waga i wydźwięk będzie mniejszy (Ustawa Prawo Prasowe, rozdz. 2, art. 12. 2; art. 15. 2. 1 i 2.). Są wyjątki od każdej zasady i mając na uwadze wysoką jakość raportu i wagę poruszanych w nich kwestii zdecydowaliśmy się go opublikować nie podając jego źródła, licząc między innymi na to, że przedstawione w nim tezy wywołają poważną dyskusję. Na razie efekt jest m. in. taki, że w wyniku zamieszczenia przez PARKIET anonimu trafiliśmy dzięki Gazecie "pod strzechy". Poświęciła ona nam miejsce na pierwszej, drugiej (komentarz) i na osiemnastej (fragment tekstu) stronie. Jesteśmy niezwykle wdzięczni, gdyż powierzchnia reklamowa kosztuje, a wiele osób w Polsce do tej pory myli specjalizującą się w tematyce rynku kapitałowego Gazetę Giełdy Parkiet z rodzajem podłogi.

"Parkiet publikuje anonim - wszyscy milczą" - grzmi w tytule Gazeta. I co? Sama publikuje na str. 18 fragmenty tegoż właśnie anonimu, czując się zupełnie rozgrzeszona. Podwójna moralność?