Reklama

Złoty mocno w dół

Od rana w piątek trwała wyprzedaż złotego. Zdaniem analityków, to reakcja na informacje, iż największe szanse na objęcie teki ministra finansów ma Grzegorz Kołodko. Inwestorzy obawiają się, że zechce wprowadzić w życie swoje niedawne pomysły na uzdrowienie gospodarki - dewaluację złotego oraz zwiększenie wydatków państwa.

Publikacja: 06.07.2002 08:05

Piątek zaczął się od przeceny złotego. Każde oficjalne poparcie dla nominacji Grzegorza Kołodko na ministra finansów, wyrażane przez polityków, powodowało dalsze obsuwanie się polskiej waluty.

Rynek obawia się G. Kołodki

Inwestorzy obawiają się, czy G. Kołodko jako minister finansów nie zastosuje recept na uzdrowienie gospodarki, które niedawno proponował. Chciał dewaluacji złotego i zwiększenia wydatków budżetowych, a także popierał podatek importowy. Nie wiadomo także, jak będzie układała się współpraca między nowym ministrem finansów a NBP. Analitycy i inwestorzy boją się, iż konflikt między bankiem centralnym a rządem, który powinien wygasnąć po ostatnim osłabieniu złotego, wybuchnie ze zdwojoną siłą.

Jednak, zdaniem inwestorów, jeśli w pierwszych oświadczeniach Grzegorz Kołodko jako minister finansów będzie próbował uspokoić rynek i zdystansuje się do swoich poprzednich pomysłów, kurs złotego powinien się ustabilizować. W tej chwili taką stabilizację widać na rynku obligacji, gdzie po mocnych wzrostach rentowności jest coraz więcej chętnych do kupna. W rezultacie np. rentowność papierów 5-letnich, która jeszcze we wtorek wynosiła 7,60%, zatrzymała się na poziomie 8,60%, gdzie podaż natrafiła na popyt.

Ale także na rynku obligacji może dojść do dalszej przeceny. Najbardziej inwestorzy boją się dewaluacji. Jednak w tym przypadku ryzyko jest najmniejsze - z jednej strony bowiem jest jej przeciwny bank centralny, z drugiej, ostatnie spadki złotego już mocno poprawiły sytuację polskich eksporterów.

Reklama
Reklama

Słaby złoty pomaga

i przeszkadza

Pod koniec ub.r. dwie najważniejsze dla polskiego handlu zagranicznego waluty - dolar i euro - kosztowały poniżej 4 zł. Na koniec grudnia euro kosztowało 3,52 zł, a USD - 3,98 zł. Jeszcze na początku czerwca euro było grubo poniżej 4 zł (kosztowało 3,77 zł), a dolar zaledwie przebił się przez ten poziom, do 4,03 zł. Tymczasem na wczorajszym fixingu dolara wyceniono na 4,1573 zł, a euro - 4,0523 zł. Oznacza to, iż w stosunku do początku roku złoty stracił ponad 4% wobec dolara i aż 15% wobec euro - z czego sporą część w minionym tygodniu. Dla eksporterów, zwłaszcza sprzedających swoje towary do Unii Europejskiej, to bardzo korzystna zmiana. Zwłaszcza jeśli za surowce do produkcji płacą w dolarach.

- Ponad 90% sprzedaży eksportowej spółki jest rozliczana w euro - powiedział Jerzy Jurczyński, rzecznik Telefoniki-Kable. - Zakupy surowcowe są dokonywane w oparciu o rozliczenia denominowane w USD (blisko 90% materiałów i surowców). Biorąc pod uwagę rosnący udział eksportu w sprzedaży, umocnienie kursu euro w stosunku do USD oraz złotego korzystnie wpływa na bilans finansowy spółki.

Nie wszyscy jednak zyskują na spadku wartości złotego - tracą importerzy, którzy muszą wydawać więcej na zakupy towarów. Słabszy złoty oznacza także wzrost wydatków na import surowców, np. ropy naftowej.

- Jeśli ta tendencja miałaby się utrzymać, oczywiście nie pozostanie bez wpływu na naszą firmę i ceny paliw - powiedział Ireneusz Wypych, rzecznik prasowy PKN ORLEN.

Reklama
Reklama

Osłabienie złotego może doprowadzić więc do wzrostu cen paliw, co podbije inflację, podobnie jak wzrost cen importowanych towarów. Jednak w obecnej sytuacji, przy bardzo niskim popycie wewnętrznym, część tych podwyżek może zostać zaabsorbowana przez firmy, aby uniknąć utraty klientów.Większa inflacja poprawi jednak dochody budżetu, co może doprowadzić nawet do niewielkiego spadku deficytu. A w tej chwili - zdaniem analityków - rząd przede wszystkim powinien się martwić o stan finansów publicznych. - Jeszcze niedawno eksporterzy nawet nie mogli prognozować takiego kursu euro i sądzę, że większość z nich jest teraz zadowolona - uważa Krzysztof Rybiński, główny ekonomista BPH PBK. - W tej chwili więc nie trzeba się martwić o eksporterów, ale o zły stan finansów publicznych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama