"Znowu mogę myśleć trochę bardziej ściśle i obmyślać nowy plan. I pięknie jest..." - piosenka zespołu Klaus Mitffoch przypomniała mi się z związku z com-backiem naszego flagowego speca od "strategii". Dla Polski. A ja sobie pomyślałem, że problem miłośników programów i strategii jest szerszy.

Z rządem jest trochę tak, jak z wieloma spółkami. Menedżerowie - czy to grono ministerialne, czy też zarządczo-kierownicze - uwielbiają chwalić się swoimi odkrywczymi planami. Oczywiście, najpierw trzeba je opracować, a potem wdrożyć. Z tym drugim elementem jest zwykle pewien kłopot - szybkość wymiany kadr jest bowiem tak duża, że część twórców nowych, genialnych koncepcji nie ma nawet czasu, żeby je w ogóle zrealizować. Zresztą można odnieść wrażenie, że nawet nie o to chodzi. Grunt, by pozostał jakiś plan. Albo - jeszcze lepiej - "strategia". W przypadku polityków - "strategia dla Polski".

Racją bytu kolejnych ekip są kolejne odkrywcze "programy", "plany", "strategie". Cholera człowieka bierze, jak musi wysłuchiwać wyliczanek, jak to będzie dobrze, gdy zaczną działać kolejne genialne projekty zapisane w ustawach i rozmaitych nudnych rozporządzeniach. Niewiele z nich zwykle wynika, ale trochę huku jest. I o to chodzi.

A może by tak coś normalnie zrobić. Obniżać podatki, redukować deficyt, pilnować inflacji na niskim poziomie, rozwalić biurokrację, nie podkładać nóg przedsiębiorcom dużym i tym zupełnie małym. Tak bez programu. Z DEFINICJI.

Jedno jest pocieszające - może być ciekawie. Kolejna odsłona spektaklu właśnie się rozpoczyna. Belka był za spokojnym facetem i pewnie nie sprzedawał się medialnie tak, jak wyjęty z ławki rezerwowych Grzegorz Kołodko. Z niecierpliwością czekamy na kolejną książkę. Na kolejny nowy, świetny plan...