W 12 krajach strefy euro, gdzie wydatki gospodarstw domowych stanowią ok. dwóch trzecich produktu krajowego brutto, tempo wzrostu w I kwartale wyniosło 0,2%. Goldman Sachs oblicza, że o tyle właśnie może być ono zmniejszone w wyniku spadku głównych indeksów o 20%. - Kiedy ludzie uświadamiają sobie, ile stracili, to zaczynają martwić się o emerytury. A wtedy przestają kupować i podróżować dookoła świata - powiedział agencji Bloomberga Jean-François Lebeque, konsultant finansowy w londyńskiej firmie Transdev.

Europejczycy trzymają ok. 43% aktywów finansowych w akcjach lub w funduszach, które mogą inwestować w akcje. W Stanach Zjednoczonych odsetek ten wynosi ok. 70%, a w Japonii 21%. Wydatki konsumpcyjne w Europie są zatem mniej zależne od giełdowej koniunktury niż w USA, gdzie według szacunków Rezerwy Federalnej majątek gospodarstw domowych stopniał o 6 bilionów USD od marca 2000 r.

Udział europejskich gospodarstw domowych, które mają akcje, wynosi ok. 20% w porównaniu z prawie 50% w USA. Ale w Europie zwiększa się. W Niemczech, największej europejskiej gospodarce, co piąty mieszkaniec ma teraz akcje bezpośrednio albo poprzez fundusze, a w 1998 r. miał je co dziesiąty. Indeks niemieckiej giełdy Neuer Markt spadł o 87% z rekordowego poziomu w marcu 2000 r., a z kapitalizacji tego rynku uciekło 200 mld euro. W maju wydatki francuskich konsumentów odnotowały spadek największy od 1999 r. Miesiąc później wskaźnik zaufania włoskich konsumentów spadł do poziomu najniższego od dwóch lat.

Niektórzy Włosi wracają do bezpiecznych obligacji rządowych, mimo że oprocentowanie dwuletnich papierów wynosi teraz zaledwie ok. 4%, a więc ułamek 10-proc. zwrotów, dzięki którym były one niezwykle popularne pod koniec lat 80. i na początku 90. - Niewiele pieniędzy wróci na giełdę w najbliższym czasie. Można raz zrobić głupstwo, ale nie należy tego robić dwa razy - powiedział Francesco D`Andrea, rzymski urzędnik, który ostatnich akcji pozbył się w ub.r., po tym, gdy stracił 40 tys. USD na spółkach takich jak Enel.

Podobnie postępują inwestorzy w innych krajach. Martin Herrchen, 40-letni wydawca czasopism z Frankfurtu, sprzedał wszystkie akcje, gdy spadły aż o 70%. Planował na te wakacje wyjazd nad jezioro Maggiore w północnych Włoszech albo gdzieś do Francji. Ale przy takiej zapaści na giełdach zdecydował się tylko na kilkudniowy wypad do w Monachium. - Już nie podróżujemy tak daleko jak kiedyś - powiedział.