Propozycje zakładają emisję zrestrukturyzowanych obligacji o łącznej wartości 528 mln euro (w tym 440 mln euro papierów klasy A i 88 mln euro klasy B). Elektrim przewiduje, że w pięć dni po zatwierdzeniu przez wierzycieli planu restrukturyzacji spłaci papiery o wartości 100 mln euro. Kolejne 100 mln euro ma być spłacone do 15 grudnia. W tym roku zostaną wykupione wyłącznie walory klasy A. Jak wyjaśniono nam w spółce, papiery klasy B docelowo trafią do BRE i mogą być przedmiotem wtórnego obrotu.
Zabezpieczeniem zrestrukturyzowanych obligacji ma być zastaw na praktycznie wszystkich wartościowych aktywach Elektrimu, w tym udziale w Elektrimie Telekomunikacja, który na potrzeby zastawu wyceniono na 350 mln euro. - Jest to suma zbliżona do zaktualizowanej wartości złożonych do tej pory deklaracji zakupu tego pakietu. Otrzymaliśmy propozycję opiewającą na 450 mln euro, jednak w tym przypadku kwota 200 mln euro miała być wypłacona w pięcioletnich zerokuponowych skryptach dłużnych. Wartość rynkowa takiego pakietu wynosiłaby ok. 50% nominału - powiedział PARKIETOWI Maciej Radziwiłł, prezes Elektrimu. Przyznał, że po restrukturyzacji wzrosną koszty obsługi długu warszawskiego holdingu. W związku z tym spółka chce jak najszybciej pozbyć się cześci aktywów i wcześniej spłacić zobowiązania. - Nie będzie to jednak możliwe bez sprzedaży udziałów w ET - wyjaśnił M. Radziwiłł. Wyłączność na negocjacje w tej sprawie do połowy lipca ma konsorcjum BRE i Eastbridge. Prezes giełdowej spółki nie wyklucza jednak możliwości przedłużenia tego terminu. Przejęcie walorów ET od Elektrimu miało być przeprowadzone równolegle z zakupem pozostałych udziałów tej firmy od francuskiego koncernu Vivendi. W tym natomiast nastąpiła niedawno zamiana prezesa. - W przypadku przedłużenia się negocjacji w sprawie sprzedaży ET widzimy możliwość refinansowania naszego zadłużenia na korzystniejszych warunkach - stwierdził prezes Radziwiłł.
Do zaakceptowania restrukturyzacji długu Elektrimu potrzebna jest zgoda obligatariuszy posiadających 75% wierzytelności. Spółka kontaktowała się z wierzycielami reprezentującymi 50% długu. - Pozostała część walorów jest rozproszona. Zwykle jednak mniejsi inwestorzy akceptują propozycje, na które zgodzili się więksi - wyjaśnił M. Radziwiłł.