W poniedziałek akcje Lety potaniały o 18,18%, do 9 groszy. To najniższy nominalnie kurs na GPW i historyczne minimum dla spółki. Wolumen był duży - 41 tys. akcji, ale wartość obrotu symboliczna - 8 tys. zł. Wczoraj w trakcie sesji kurs zwyżkował o 22,22%, a więc wrócił do poziomu notowanego przed poniedziałkową przeceną - 11 groszy. Aby spowodować taką "hossę" na walorach spółki, wystarczyło zaangażować zaledwie kilkaset złotych.
- Pożytek z takich inwestycji niewielki, trzeba to więc traktować jako specyficzną zabawę. Żeby można było liczyć na jakieś poważne zyski, trzeba by było skupować akcje przez dłuższy czas, ale z tym wiązałoby się zbyt duże ryzyko, bo firma jest bankrutem, skoro wnioskowała o upadłość - twierdzi jeden z analityków.
W związku z toczącym się postępowaniem upadłościowym walne Lety zrezygnowało z podejmowania uchwały co do dalszego istnienia spółki oraz z decydowania o tym, jak ma być pokryta strata za zeszły rok (12,6 mln zł). Być może przewidywana upadłość spowodowała, że walne wstrzymało się także z podejmowaniem decyzji co do skwitowania niektórych członków władz: Tomasza Sokoły, Marka Ćwioka, Stanisława Żagana, Iwony Szypuły, Piotra Maciejewskiego i Bartosza Wróbla oraz Marii Dobrowolskiej (prezes DM Polonia Net i Izby Domów Maklerskich), na początku 2001 r. zasiadającej w radzie nadzorczej Lety.