Na początku wczorajszej sesji panował dobry nastrój. Złoty w dalszym ciągu odreagowywał ostatnie znaczące spadki w relacji do dolara i euro. Dodatkowym czynnikiem wpływającym na wzrost wartości złotego było umocnienie dolara w relacji do europejskiej waluty. Jednak silną linią wsparcia dla dolara okazał się poziom 4,14 zł, dla euro zaś 4,09 zł. Rynek nie miał na tyle siły, aby przełamać te poziomy. Inwestorzy, głównie importerzy i przedsiębiorstwa, wykorzystując umocnienie złotego kupowali waluty, aby w ten sposób zabezpieczyć swoje pozycje. Spowodowało to spadek wartości złotego do poziomu 3,2% odchylenia od starego parytetu. Pojawiły się także zlecenia kupna dolara ze strony zagranicznych banków. Późniejszy wzrost kursu euro/USD również przyczynił się do osłabienia złotego. Na rynek nie miała natomiast wpływu wypowiedź premiera Leszka Millera, który starał się uspokoić inwestorów, stwierdzając, że wartość złotego obniżyła się bez interwencji rządu. Po ostatnich wypowiedziach przedstawicieli rządu rynek obawia się przeprowadzenia ewentualnej dewaluacji złotego. Na koniec sesji odchylenie od starego parytetu spadło poniżej 3%, do 2,9%, wobec 3,6% na otwarciu sesji. Spadek ten wywołany był plotką, że Europejski Bank Centralny wypowiedział się na temat currency board w Polsce. W związku z tym, że gracze rynkowi nie mogli sprawdzić, co rzeczywiście powiedzieli przedstawiciele EBC, na rynku zapanowała duża nerwowość, co przyczyniło się do osłabienia złotego.

Ze względu na nerwowy nastrój, spowodowany wyczekiwaniem na plany prof. Kołodki dotyczące polityki fiskalnej, spodziewamy się, że dzisiaj będą kontynuowane spadki złotego w relacji do głównych walut, chociaż nie będą one już tak znaczące, jak na początku tego tygodnia. Dzisiejsze dane o podaży pieniądza nie powinny mieć większego wpływu na rynek walutowy. Naszym zdaniem, kurs złotego będzie zależał przede wszystkim od zmian kursu euro/USD oraz nastrojów na rynku obligacji.