Czwartkowe sesje na Wall Street rozpoczęły się od zniżki. Była to pochodna
utrzymujących się fatalnych nastrojów na rynku, ale również obniżenia rekomendacji przez analityków Merrill Lynch i UBS Warburg dla Yahoo! oraz General Electric. To podcięło skrzydła popytowi i już na początku pociągnęło indeksy na południe.
Inwestorów zaniepokoiły również opublikowane przez Departament Pracy dane o liczbie osób po raz pierwszy ubiegających się o zasiłek dla bezrobotnych. Wzrost do 403 tys., czyli najwyższego poziomu od sześciu tygodni, sugeruje bowiem, iż wbrew wcześniejszym oczekiwaniom, nie widać znaczącej poprawy na rynku pracy. W takiej atmosferze wykreowanie trwalszego wzrostu wydaje się raczej niemożliwe. Zwłaszcza, że sytuacja techniczna indeksów jest wręcz katastrofalna.
Średnia przemysłowa Dow Jones, pokonawszy w środę lokalne wsparcie na poziomie 9000 pkt., ma praktycznie otwartą drogę do 8376 pkt. Tam znajduje się o wiele poważniejsza, bo średnioterminowa bariera popytowa, jaką tworzy dołek z 20 września zeszłego roku. Do tego czasu każdy wzrost należy traktować tylko i wyłącznie w kategorii korekty. Chyba, że stronie popytowej udałoby się jeszcze w tym tygodniu doprowadzić do powrotu powyżej 9000 pkt. Mielibyśmy wówczas do czynienia z naruszeniem wsparcia, i powstałaby realna szansa na wzrost do 9500 pkt.
W znacznie gorszej sytuacji technicznej pozostają indeksy S&P500 oraz Nasdaq Composite. Na obu wykresach wsparcia (teraz opory) utworzone po ataku z 11 września ub.r. zostały przełamane. Otwiera to drogę do dalszych spadków, których zasięg bardzo trudno prognozować. Jedynym hamulcem, który będzie powstrzymywał podaż przed wysypem akcji, jest w tej chwili wyprzedanie rynku.