Obrazek pierwszy. Za ładnym biureczkiem, z napisem "Punkt Obsługi Klientów", siedzi całkiem sensowna blondynka w bardzo ładnej bluzeczce. Nudzi się okrutnie, bo - oprócz rozmowy z koleżanką - nie ma specjalnie dużo do roboty. Słoneczko sobie świeci, klientów ani słychu, ani widu...
Obrazek drugi. Z wielu szklanych okienek bankowych jedno wyróżnia się dość ewidentnie. Czym? Ano tym, że nikt do niego nie podchodzi. Uwagi nie przyciągają nawet nalepki reklamujące sprzedaż funduszy inwestycyjnych...
I jeszcze tylko obrazek trzeci. Inny oddział, ten sam bank. Całkiem sympatycznie wydzielony gabinet z dumnym szyldem "Punkt Obsługi Klientów". Za zamkniętymi szklanymi drzwiami klientów jednak nie widać. Pracowników zresztą także. Po chwili można dostrzec wyjaśnienie "POK nieczynny"...
No i jesteśmy w domu. Ale nie w domu maklerskim. Tak naprawdę - jesteśmy w banku, do którego chce się przenosić ograniczone czasem do rozmiarów wspomnianego biureczka - POK-i. Integracja pionów sprzedaży różnych usług finansowych - na poziomie detalicznym - to zapewne nieuchronna konsekwencja szukania oszczędności w bankach, które są właścicielami największych brokerów. Takie działania są zrozumiałe. Złośliwie można dodać, że są one zrozumiałe także dlatego, że wydaje się, iż inwestorzy na rynku kapitałowym bankom do szczęścia potrzebni nie są (niech kupują tradycyjne produkty, a nie uciekają do jakichś tam innowacji...). Ale mówiąc poważnie - choć integracja jest nieuchronna - to coś tu, u diabła, nie gra. Zepchnięcie POK-ów do roli biurek lub okienek w placówkach bankowych, choć z pozoru wygodne, nie załatwi sprawy. Albo powiedzmy inaczej: może "załatwić" (na amen) sprzedaż usług brokerów. A chyba jednak nie o to chodzi.
Makler czy maklomat - zastanawialiśmy się przed laty, dyskutując o uprawnieniach licencjonowanych speców z rynku i zatrudniających ich instytucji. Problem rozwiązano prowizorycznie wprowadzając funkcję maklerów rekomendujących. Pech chciał, że dwuletnia bessa zmasakrowała i biura, i inwestorów. A teraz szczątkowe POK-i trochę takie maklomaty przypominają. Ducha rynku w nich nie ma (ciało czasem się całkiem sympatyczne trafi, ale tu akurat niekoniecznie o to chodzi). Brakuje tej atmosfery, tych rozmów i chyba jednak poczucia inwestycyjnej intymności.