Tenzer, odpowiadający w Deutsche Telekom za sprawy technologiczne, zostanie przedstawiony na dzisiejszym posiedzeniu rady nadzorczej koncernu jako oficjalny następca Rona Sommera - podały w weekend niemal w tym samym czasie Reuters oraz dwa niemieckie tygodniki "Der Spiegel" oraz "Focus". Inwestorzy i politycy obarczają Sommera, stojącego na czele DT od 1995 r., m.in. za ponad 90-proc. spadek kursu akcji telekomu oraz kiepskie wyniki finansowe (od sześciu kwartałów koncern ponosi straty).
Ze wszystkich dotychczasowych kandydatów (m.in. były prezes VW, Ferdinand Piëch, szef DaimlerChryslera Jürgen Schrempp, członek zarządu tego ostatniego koncernu, Klaus Mangold) Tenzer wzbudza najwięcej kontrowersji. Przeciw niemu opowiadają się nawet niektórzy członkowie zarządu Deutsche Telekom. Niemiecki rząd uspokaja, że jeszcze nic nie jest przesądzone (skarb państwa jest największym akcjonariuszem koncernu, kontroluje 43% akcji), ale prasa powołując się na dobrze poinformowane źródła twierdzi, że Tenzer już przyjął propozycję.
- Byłoby zdecydowanie lepiej, gdyby kandydat na prezesa pochodził spoza koncernu - przyznał Reinhold Keitel, członek zarządu Stowarzyszenia Ochrony Interesów Drobnych Akcjonariuszy (SdK). - To nie jest idealny wybór - przyznał dyplomatycznie typowany na następcę kanclerza Gerharda Schrödera premier Bawarii Edmund Stoiber (CSU). O wiele mniej delikatni w słowach byli inni przedstawiciele tej partii. - Dla SPD Tenzer jest zasłużonym towarzyszem, dla którego w nagrodę przewidziano wysokie stanowisko tuż przed końcem kariery - podsumował na łamach "FTD" Michael Glos.
Równolegle z debatą na tematy personalne Deutsche Telekom nasila działania, mające na celu redukcję poziomu zadłużenia z obecnych 67,2 mld euro do 40 mld w 2005 r. Jak wynika z dokumentów, do których dotarł "FTD", zarząd koncernu rozważa możliwość sprzedaży aktywów przynoszących straty, a w pierwszej kolejności - wyspecjalizowanej w telefonii komórkowej holenderskiej spółki zależnej Ben (potrzebuje ona nakładów inwestycyjnych rzędu co najmniej 3,2 mld euro).
Z powodu oszczędności zarząd DT zaleca również, aby angażować się zbyt agresywnie w amerykańską komórkową spółkę Voicestream. Tymczasem, żeby utrzymać 10-proc. udział w tamtejszym rynku, Niemcy powinni zainwestować ok. 4,3 mld euro. - To, co teraz robi niemiecki rząd, to upolitycznienie Deutsche Telekom. Inwestorzy z USA coraz bardziej tracą zaufanie do koncernu - skomentował na łamach "FTD" te informacje John Stanton, członek zarządu Voicestream i jeden z głównych akcjonariuszy spółki.