Ludziska kochane - patrzcie, co się dzieje. W sklepowych witrynach reklamują letnie wyprzedaże. Wszędzie tylko sale, sale, sale. Towar, który jeszcze kilka miesięcy temu był modny, teraz już nie jest tak "trendy", czyli jest "de mode". Kolekcje są przeceniane o 50% czy 70% i sprzedawane, dzięki czemu robi się miejsce dla nowej propozycji dla klientów. Choć nikt nie lubi sprzedawać po kosztach, a nawet poniżej wartości, to pozbywając się przecenionego towaru uwalniamy gotówkę w nadziei jej dalszego korzystnego zainwestowania. Także giełdę dopadła wyprzedaż.

Pomimo atrakcyjnych przecen na rynku akcji, nikt się jakoś nie pcha do biur maklerskich. A jest w czym wybierać. Na półkach mamy zarówno markowe blue chipy, jak i mocno już wypłowiałe papiery.

Te ostatnie zostały już tak przecenione, że ich kurs podawany jest w groszach. Szkoda że nikt nie wpadł na pomysł oferowania wypłowiałych papierów w losowo dobranych pakietach, zwanych niespodziankami. Kupujesz np. w ciemno woreczek z akcjami "śmieciowymi" 1 zł. Rozwiązujesz kokardkę i zaczynasz proces wyjmowania z opakowania (ta czynność jest zawsze najbardziej ekscytująca). Patrzysz, a tam w zestawie masz np. jedną akcję Oceanu (18 groszy), jedną Tonsilu (25 groszy), dwie PPL Holding (po 13 groszy) i dwie ŁDA Invest (po 20 groszy). Co prawda, nie znalazłeś rodzynek, ale... Nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy właśnie w tym zestawie nie ma waloru, który powstanie z popiołów i da stopę zwrotu przekraczającą 1 zł. Jeśli nawet cała reszta spółek z twojego "woreczka" padnie, to i tak jesteś do przodu. Jeśli wszystkie zbankrutują, to masz pecha i wtedy możesz ze wstydu próbować naciągnąć sobie woreczek na oczy, albo z niego strzelić. Aby zachęcić inwestorów do nabywania tego typu zestawów, zwanych desperados lub kamikadze, można do niektórych z nich dorzucić bardziej wartościową perełkę. Taka promocja jest wtedy zdecydowanie atrakcyjniejsza. Np. w co dwudziestym woreczku niespodziance zamieszczony byłby jeden walor - tak modnego kiedyś - Elektrimu z naklejoną jeszcze starą cenę z marca 2000 r. - 74,5 zł, by zrobić na kliencie większe wrażenie.

Wyprzedaż to także okazja do zrobienia naprawdę dobrych zakupów nie tylko przez amatorów, ale i fachowców. Z pewnością takimi są członkowie menedżmentu BRE Banku, którzy przed rokiem skupowali akcje tej spółki, twierdząc, że są one w takim stopniu przecenione, iż grzechem jest ich nie nabywać. "Kierując się przekonaniem o fundamentalnym niedoszacowaniu przez rynek akcji BRE, postanowiliśmy zwiększyć zaangażowanie w jego kapitał akcyjny" - głosił opublikowany w sierpniu 2001 r. komunikat. Tzw. Menedżerska Grupa Inwestycyjna skupowała papiery w granicach 92,5 zł - 99 zł (górna granica odpowiadała wartości księgowej na akcję) i zaangażowała w całą operację ponad 20 mln zł. We wrześniu do skupowania przystąpiło samo BRE. Jako powód podano aktualną sytuację na rynkach finansowych (spadki na giełdach po ataku na World Trade Center) i przekonanie o fundamentalnej atrakcyjności papierów. Bank za akcje płacił średnio nieco powyżej 95,5 zł. Menedżment skupił 1% akcji, a BRE około 4%. Potem uchwalono umorzenie do 10% kapitału i wysoką dywidendę (10 zł na akcję). Jaka jest sytuacja obecnie?

W związku z letnią wyprzedażą (i nie tylko) kurs BRE z powyżej 140 zł w marcu wrócił do 95,5 zł. Jego wycena spadła znacznie poniżej wartości księgowej (0,77), a na rynkach światowych indeksy zsunęły się poniżej wrześniowych minimów. I co? Ponieważ obecnie mamy na GPW superpromocję, tylko czekać, aż ponownie bank i menedżment przystąpią do zakupów. Chyba że z kryterium atrakcyjności fundamentalnej.