Halina Wasilewska-Trenkner, wiceminister finansów, poinfo-rmowała wczoraj, że resort utrzyma zaplanowany wcześniej limit wydatków budżetowych na 2003 r. na poziomie 192,5 mld zł. - Ograniczenie deficytu nastąpi poprzez zwiększenie dochodów - powiedziała PAP H. Wasilewska--Trenkner. Dodała, że MF ocenia, jak wyglądają wpływy z akcyzy na paliwa oraz z podatku VAT.
Dzień wcześniej, prezentując swój program gospodarczy, Grzegorz Kołodko powiedział, że chce, aby deficyt budżetowy był mniejszy niż w tym roku oraz mniejszy niż w pierwotnie przyjętym przez rząd planie na 2003 r. Zgodnie z tym planem, deficyt miał wzrosnąć do 43 mld zł, z 40 mld założonych w tegorocznym budżecie.
- Zapowiedź zwiększenia dochodów nie jest dobrą informacją. Rynek oczekiwał raczej, że redukcja deficytu nastąpi przez cięcie niektórych wydatków - mówi Marek Zuber, niezależny ekonomista.
Według Krzysztofa Rybińskiego, ekonomisty BPH PBK, resort na pewno nie zdecyduje się na podwyżkę podatku dochodowego od osób prawnych (CIT). Możliwe jest natomiast zwiększenie wpływów z podatku dochodowego od osób fizycznych. - Nie musi to nastąpić przez podnoszenie stawek, tylko poprzez obniżenie progów. Wiadomo, że pracował nad tym poprzedni minister finansów, więc część pracy została już wykonana - twierdzi K. Rybiński.
Jego zdaniem, w perspektywie krótkookresowej, np. jednego roku, zwiększenie obciążeń z tytułu podatku PIT przysporzy budżetowi dodatkowych dochodów. Jednak w horyzoncie kilkuletnim zahamuje rozwój gospodarczy, a tym samym spowoduje spadek wpływów do budżetu. Jego zdaniem, mniej szkodliwe dla rozwoju gospodarczego są podatki pośrednie. Ich podnoszenie prowadzi jednak do narastania szarej strefy.