Najpierw syndyk nie chciał wygospodarować środków na zorganizowanie WZA. Z nieoficjalnych informacji wynika, że w tej sprawie interweniowali nawet przedstawiciele KPWiG, którą udziałowcy Espebepe prosili o ochronę ich praw w firmie publicznej. Wykładnia Komisji była bowiem taka, że w spółce, która została postawiona w stan upadłości, obowiązki informacyjne spoczywają na syndyku.
- Nadal na każdym kroku utrudnia nam on jednak wszelkie działania. Nie widzieliśmy powodu, żeby z prywatnych środków pokrywać koszty służbowego wyjazdu na posiedzenie rady nadzorczej. On nie uznał jednak, że nasz wyjazd jest konieczny. Pomimo że w spółce jest tylko przez dwie godziny dziennie,zajął mój gabinet, a w pokoju, do którego się przeniosłem, kazał wyłączyć telefon. Takie szykany mają miejsce w sytuacji, gdy postanowienie o upadłości jest nieprawomocne i ciągle czekamy na termin rozprawy w sądzie okręgowym, na której będzie rozpatrywane zażalenie - stwierdził Marek Diering, prezes zarządu Espebepe.
Rozczarowania takim obrotem sprawy nie kryją również członkowie rady nadzorczej. - Wydaje się, że rozsądniejsze było zaproszenie do Warszawy trzech członków zarządu, niż wyjazd na jeden dzień całej rady nadzorczej do Szczecina. Efekt jest jednak taki, że nie mogliśmy zaopiniować sprawozdania rocznego i będziemy teraz wnioskować o miesięczną przerwę w obradach walnego - powiedział Aleksander Rostocki, przewodniczący rady nadzorczej Espebepe.