35-letni Jacek Jaszczołt z warszawską giełdą i domami maklerskimi związany jest od chwili ich powstania. Chociaż na początku lat dziewięćdziesiątych ukończył Wydział Elektryczny Politechniki Warszawskiej, wybrał pracę na rynku kapitałowym. Jak sam przyznaje, giełda pociągała go swoją "nowatorskością". Upatrywał w niej większych możliwości zrobienia kariery zawodowej.

Szybko stał się maklerem. Już w lipcu 1992 roku, a więc dokładnie dziesięć lat temu, odebrał licencję numer 196. Początkowo trafił jako stażysta do domu maklerskiego BreBrokers. Wkrótce awansował i w 1994 roku był już kierownikiem wydziału rynku wtórnego.

Wtedy też postanowił spróbować czegoś nowego i wziął się za tworzenie biura maklerskiego AmerBrokers. W kwietniu 2000 r. kierowany przez niego podmiot przekształcił się w samodzielną spółkę, a on został prezesem zarządu. Tak jest do dziś.

Równolegle rosła pozycja Jacka Jaszczołta w samorządzie brokerów. Niegdyś, jeszcze za czasów Związku Domów Maklerskich, działał w grupie odpowiedzialnej za przekształcenie tej organizacji w Izbę Domów Maklerskich. Od ubiegłego roku jest zaś jej wiceprezesem.

Jacek Jaszczołt mieszka z żoną Małgorzatą oraz 14-letnią córką Anną. Ma psa - olbrzymiego doga niemieckiego. Jako swoje hobby bez wahania podaje koszykówkę. Od pięciu lat gra nawet w amatorskiej drużynie. Ponadto lubi fotografować.