Środowa zwyżka WIG-u okazała się na razie tylko czymś w rodzaju pułapki. Najlepiej świadczy o tym sposób reakcji rynku na zaskakująco korzystne dane o produkcji przemysłowej w czerwcu tego roku. Jednak czynniki kształtujące w średnim okresie wahania PKB nie dają podstaw do optymizmu. Niska dynamika kredytów dla firm, jak również stagnacja w Niemczech, niweczą zarówno prognozy poprawy popytu krajowego, jak również zmniejszają szanse na szybkie ożywienie w eksporcie. Sądzę zresztą, że większe znaczenie ma ten pierwszy czynnik, gdyż pomiędzy wahaniami wzrostu gospodarczego a stopą deficytu w rachunku bieżącym w stosunku do PKB występuje korelacja ujemna.
W tej sytuacji, dopatrując się ewentualnych szans choćby na kilkuprocentowe odreagowanie dotychczasowych zniżek, sięgnąć należy do arsenału analizy technicznej. Silne wyprzedanie wielu wskaźników, połączone z pozostawaniem głównego indeksu blisko istotnych wsparć, pozwala na krótkoterminowy optymizm, ale na zmianę tendencji w dłuższym terminie przyjdzie jeszcze poczekać. Warto przy okazji zauważyć, że w przypadku wielu istotnych giełd światowych (np. Niemcy, Finlandia i Brazylia) nastąpiło dojście do poziomów z jesieni ubiegłego roku. Dzięki temu powinien się uaktywnić popyt na spółki z rynków wschodzących, co jest uzasadnione fazą cyklu koniunkturalnego. W takim kontekście można zrozumieć, dlaczego kursy akcji z Azji Południowowschodniej, Ameryki Południowej i Europy Środkowowschodniej były w tym roku bardziej odporne na poszczególne fale wyprzedaży, niż giełdy z Ameryki Południowej czy Europy Zachodniej. W sytuacji rozczarowania globalnym tempem ożywienia gospodarczego na nic więcej niż korekty wzrostowe liczyć obecnie nie można.