- Nie wierzę nawet rekomendacjom analityków z mojej firmy. Moi klienci nie wierzą już nikomu - powiedział PARKIETOWI zastrzegający sobie anonimowość doradca finansowy Morgan Stanley. Kryzys zaufania na Wall Street podważył wiarygodność "niezależnych" rekomendacji wielkich domów maklerskich.
Przytoczona wypowiedź odzwierciedla to, co można zaobserwować na rynku kapitałowym już od kilku tygodni. Inwestorzy przestali kierować się racjonalnymi przesłankami przy podejmowaniu decyzji. Zresztą rekomendacja "buy" lub "strong buy" niewiele dziś znaczy - na Wall Street dziś się sprzedaje, a nie kupuje akcje.
Kryzys rozpoczął się wiosną br., kiedy ujawniono, że w okresie technologicznej hossy analitycy Merrill Lyncha, wydając rekomendacje dla dotcomów, kierowali się doraźnymi korzyściami inwestycyjnej części banku, a nie swoich klientów. Jednocześnie w prywatnych e-mailach dzielili się krytycznymi (często wręcz niecenzuralnymi) uwagami na temat spółek, które oficjalnie rekomendowali. Okazało się, że praktycznie nie korzystano z ratingu "sell", aby nie robić kłopotu firmom, które prowadziły interesy z działem inwestycyjnym spółki. Zamiast zalecać "sprzedaj" wobec niektórych spółek, zatrzymywano się na "hold" (trzymaj). Merrill zawarł już ugodę z nowojorską prokuraturą w tej sprawie, ale czeka go teraz wiele kosztownych procesów cywilnych.
Po ujawnieniu afer wiele domów maklerskich dobrowolnie zobowiązało się do klarownego definiowania swoich rekomendacji oraz publikowania danych dotyczących liczby spółek z ratingiem "sell/reduce". Zapowiedziano też odbudowę "chińskiego muru", czyli struktury korporacyjnej oddzielającej dział analiz od działalności inwestycyjnej.
Przed potencjalnym konfliktem interesów zaczęła ostrzegać także komisja papierów wartościowych i giełd (SEC), która na swojej stronie internetowej zamieściła obszerną informację dotyczącą rekomendacji analityków. SEC zachęca inwestorów do dokładnego zapoznania się z systemem ratingowym danej firmy maklerskiej czy banku inwestycyjnego. "Short term accumulate" - może bowiem oznaczać co innego dla różnych instytucji. Władze nadzorcze omawiają też system wynagradzania analityków, pracujących na własny rachunek lub dla różnych instytucji finansowych.