Rynek, monitorowany przez nas - nie tylko przez pryzmat indeksów, ale i wirtualnych portfeli obserwacyjnych - dał popalić inwestorom. Hipotetyczna strategia "kup i trzymaj" w ciągu ostatnich tygodni oznaczała "kup i trać nadal".
Trudno się temu w sumie dziwić w sytuacji, gdy indeksy giełd zachodnich dołują, osiągając poziomy sprzed lat. Oglądając relacje w stacjach amerykańskich czy brytyjskich można ulec złudzeniu, że to nie informacje z giełdy, tylko jakiś film sensacyjny. Bo w gruncie rzeczy tematem numer jeden są doniesienia, spekulacje i rozważania o kolejnych aferach - tych już wykrytych i dopiero spodziewanych. W sumie atmosfera - kiepska, a wiarygodność rynków kapitałowych na całym świecie mocno podważona.
Można zażartować, że szkoda, iż nie mamy koszyków obserwacyjnych opartych o papiery... chińskie. Bo tam - w przeciwieństwie do całego świata - hossa. Co prawda, spekuluje się, iż z księgowością to tam chyba nie do końca wszystko gra, ale kto by się przejmował? Polskie wirtualne portfele obserwacyjne (przypominam: sztywne) dostają baty.
Wczorajsza sesja była wyzwaniem dla twardzieli. Rynek się rozhuśtał i day-traderzy mieli sporo pracy. Ale per saldo cudów nie było, a wzrost raczej cherlawy w zestawieniu z ostatnio obserwowaną krwawą łaźnią. Na razie wygranymi na rynku, i nie tylko polskim, są amatorzy krótkich pozycji.
Obstawianie spadków nieźle się opłaciło, choć trzeba przyznać, że krótkoterminowa huśtawka dała szansę aktywnym day-traderom, śmiało zmieniającym pozycje na rynku. Zabawa to jednak dla prawdziwych facetów o mocnych nerwach. Czyli dla nas, nie?:-)