Do sporych wahań cen akcji doszło na początku wtorkowych notowań na Wall Street. Na rynku ścierały się dwie tendencje. Z jednej strony niektórzy inwestorzy zaczęli już kupować bardzo przecenione ostatnio akcje, z drugiej wciąż panowała nerwowa atmosfera i obawy o przyszłość giełdy, co zniechęcało do zawierania transakcji. Niejako równoległy wpływ na rynek miały rozbieżne wyniki kwartalne publikowane przez spółki, takie jak AT&T, Lucent Technologies czy Tyco International. Liderami spadków wśród blue chips były firmy z branży finansowej, a zwłaszcza Citigroup i J.P. Morgan, które Kongres oskarżył o zaangażowanie w upadek Enronu. Ponadto są one wierzycielami bankrutującego WorldComu. Drożały m.in. przecenione ostatnio walory Johnson & Johnson. Do godz. 18.00 czasu polskiego indeks Dow Jones wzrósł o 0,84%, a Nasdaq Composite stracił 0,53%.

Silne spadki ponownie przeważyły na czołowych rynkach europejskich. Tutaj też najchętniej pozbywano się akcji instytucji finansowych. W Niemczech przed publikacją wyników w czwartek staniały walory HVB Group. W defensywie znalazł się Deutsche Bank, również zaangażowany finansowo w WorldCom. Ten sam powód był główną przyczyną przeceny walorów brytyjskich banków - Lloyds i Royal Bank of Scotland. Negatywnie na całą branżę finansową, a szczególnie ubezpieczeniową, wpłynęła korekta prognozy belgijskiej grupy Fortis. Przyczyniła się ona m.in. do gwałtownej przeceny akcji potężnego francuskiego koncernu asekuracyjnego - AXA Group. Ogółem inwestorzy obawiają się, że negatywny wpływ na wyniki wszystkich potentatów branży finansowej będzie miała bessa giełdowa, ograniczająca ich wpływy z zarządzania aktywami czy grania na giełdzie na własny rachunek. Jednym z jaśniejszych punktów był wczoraj francuski producent sprzętu elektrycznego Schneider. Jego akcje zdrożały o ponad 5%, dzięki korzystnej prognozie wyników. Na niewiele to się jednak zdało. Londyński indeks FT-SE 100 stracił wczoraj -0,96%. Paryski CAC-40 obniżył się o 2,53%, a frankfurcki DAX do godz. 18.00 stracił 3,03%.