Nie można powiedzieć, żeby ostatnie sesje nie zapewniły posiadaczom akcji godziwej porcji adrenaliny. Dotyczy to zwłaszcza inwestorów posiłkujących się kredytem oraz tych, którzy próbując na siłę odrobić straty wybrali spółki, których cena oscyluje wokół 1 zł. Obserwując wyczyny takich papierów jak Howell, Swarzędz, Getin oraz podobnych, nie sposób nie wspomnieć starego porzekadła o łapaniu spadającego noża, zaś zwolennikom strategii "buy and hold" należałoby przypomnieć o istnieniu zleceń typu "stop loss". Czasem wyjście z inwestycji z małą stratą może okazać się dużym sukcesem, a poza tym dla portfela jest zdrowsze niż karmienie się złudzeniami. Oczywiście każdy spadek przybliża nas do tego wyczekiwanego dna (najlepiej żeby było ostateczne), ale dość trudno jest przewidzieć, na jakim poziomie ono wystąpi. Dotyczy to całego rynku.
Fatalna koniunktura i siła tendencji spadkowych na giełdzie amerykańskiej oraz na parkietach Europy Zachodniej nie pozwala naszemu rynkowi na granie pod prąd. Nie ma zresztą ku temu żadnych powodów.
W gospodarce w drugim kwartale mieliśmy do czynienia ze stagnacją, nie ma też na razie wyraźnych sygnałów świadczących o zbliżającym się ożywieniu, a przewidywania dotyczące gospodarek europejskich wskazują, iż poprawy możemy spodziewać się dopiero w przyszłym roku. Poza tym zataczające coraz szersze kręgi afery księgowo-finansowe skutecznie odstraszają inwestorów od angażowania swoich pieniędzy w niepewne interesy. Być może w ciągu kilku najbliższych sesji nastąpi gwałtowne odreagowanie spadków, ale nie traktowałbym go jako ruchu odwracającego tendencję. Do zakończenia bessy jeszcze daleka droga.
Zwróć uwagę:
Cersanit - jest to jedna z solidniejszych fundamentalnie spółek na GPW.