Na wczorajszej sesji WIG20 zrobił kolejny krok w kierunku minimum z września zeszłego roku, które znajduje się na poziomie 978 punktów (wykres świecowy). Po ostatniej przecenie do osiągnięcia tego poziomu brakuje niecałe 6%. Najważniejszą i w zasadzie jedyną barierą, jaka może, z technicznego punktu widzenia, zatrzymać rozpędzone niedźwiedzie, jest linia trendu spadkowego, rysowana na wykresie logarytmicznym poprzez szczyty z marca oraz grudnia 2000 r. oraz listopada 2001 r. Linia ta znajduje się obecnie na poziomie 1030 punktów. Nieco niżej można wyznaczyć kolejne wsparcie w postaci połowy białej świecy z 9 października 2001 r., ale jego istota jest marginalna. Jeżeli opisywana powyżej linia trendu spadkowego nie wytrzyma naporu podaży, a wszystko na to wskazuje, znajdziemy się na poziomie z września ubiegłego roku.
Jeżeli chodzi o ewentualny test tego poziomu, mam mieszane uczucia. Z jednej strony okolice 970 punktów zatrzymały w ostatnich czterech latach obie największe fale spadkowe i na tym poziomie następowała zmiana trendu, która przynosiła falę wzrostową o długości co najmniej 500 punktów. Z drugiej jednak strony, można wyliczyć przynajmniej kilka poważnych czynników, które wskazują na bardzo prawdopodobną kontynuację spadków poniżej tego poziomu (po ewentualnej krótkiej korekcie wzrostowej). Po pierwsze, oscylatory techniczne na indeksie nie wskazują jednoznacznie na możliwość szybkiego odbicia, bo trudno za wystarczający sygnał uznać poziom wysokiego wyprzedania rynku widoczny na RSI czy obronę rysowanej od 1998 roku wzrostowej linii trendu na MACD. Po drugie, w analizie obrotów trudno doszukać się sesji panicznego wyprzedawania portfeli. Trzecim czynnikiem, stawiającym w niekorzystnym świetle ewentualne obronę poziomu 970 punktów, jest porównanie z indeksami zachodnimi, które solidarnie spadły poniżej minimum z września zeszłego roku. I zostaje czynnik psychologiczny, jakim jest zniechęcenie inwestorów do akcji oraz totalny brak zaufania i podejrzliwość wobec spółek, nie tylko amerykańskich, ale coraz wyraźniej także rodzimych, czego najlepszym przykładem jest Softbank.