Po imponującym środowym wzroście w Stanach wielu graczy miało już przed oczyma dużą białą świecę, jaka po prostu "musiała" zostać wyrysowana na wczorajszej sesji. Przecież niezależnie jak słaby jest rynek, nie można zignorować takiego wzrostu za oceanem.

Wczoraj gracze ci przekonali się, że na rynku nie ma żadnych pewników. Świeca była duża, tylko że przybrała kolor czarny. Optymizmu starczyło tylko na wysokie otwarcie. Reszta sesji to właściwie stały spadek. Czy można ganić kogoś za chęć wzrostów? Oczywiście, że nie, ale zawsze należy pamiętać o zleceniach stop. Kto o nich zapomniał, stracił wczoraj dużą część posiadanego kapitału.

Na ten spadek złożyło się wiele czynników, których z racji małego miejsca, nie sposób wymienić. Najważniejszym jest jednak trend. On jest wyrazem panujących na rynku nastrojów. Każda zła wiadomość jest wyolbrzymiana, a te dobre nikną i stają się niewidoczne. Na domiar złego tych niedobrych było wczoraj więcej. Rano niski wskaźnik Ifo w Niemczech, a popołudniu informacja o dużym spadku zamówień na dobra trwałego użytku w USA. Atmosfera na Zachodzie nie była dobra, co skutecznie uniemożliwiało u nas jakikolwiek wzrost. Zresztą i tak nie było na to żadnych poważniejszych chęci. Softbank pokazał nam, na co stać podaż, spadając w czasie jednej sesji o około 30%, i to po mocnej przecenie w poprzednich dniach. Jak widać, kto chce sprzedać, zrobi to niezależnie od ceny. Nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być gorzej.

Technicznie nic się oczywiście nie zmieniło. Na razie do sygnałów zakończenia lub choćby zatrzymania spadków sporo brakuje. W tej chwili pierwszym, jaki może dać powód do korekty, byłoby zamknięcie luki bessy z poniedziałku. Po wczorajszym rajdzie wydaje się jednak mało prawdopodobne, by dokonało się to jeszcze w tym tygodniu.