Czwartkowe sesje za oceanem rozpoczęły się od spadków. Po części taka właśnie reakcja wynikała z nie najlepszych danych makro, jakie napłynęły na rynek (zamówienia na dobra trwałego użytku spadły w czerwcu o 3,8%, podczas gdy oczekiwano wzrostu o 0,5%), a także z naturalnej ochoty do realizacji zysków po środowych spektakularnych wzrostach (w przypadku Dow Jonesa był to najsilniejszy wzrost od października 1997 roku).

Naturalne jest pytanie o trwałość zapoczątkowanej w środę zwyżki. Czy będzie to jedynie jedno-, dwudniowa korekta, podobna do tej z 17 czerwca czy 5 lipca br., czy też mamy do czynienia z trwalszą poprawą koniunktury? Jeżeli to drugie, to czy jest to jedynie korekta wcześniejszych silnych spadków, czy też mamy do czynienia ze zmianą trendu na rynku?

Za wariantem gwałtownej korekty wydaje się przemawiać brak klasycznego dnia kapitulacji, kiedy dochodzi najpierw do załamania i paniki na rynku, żeby pod koniec sesji wszystko "wróciło do normy". Brak dnia kapitulacji usprawiedliwiać może to, że taki właśnie wariant był szeroko reklamowany w mediach, co w naturalny sposób prowadziło do tego, iż prawdopodobieństwo jego wystąpienia równe było zeru.

Wariant trwalszej poprawy koniunktury ma tylko jednego zwolennika, mianowicie szeroko rozumianą analizę techniczną. O dziwo bowiem, większość amerykańskich analityków twierdzi, że środowe wzrosty to jedynie wynikająca z dużego wyprzedania dość gwałtowna korekta wcześniejszych spadków, po zakończeniu której na rynek znów wrócą sprzedający, a indeksy będą testowały coraz niższe poziomy, wskazując przy tym na duże prawdopodobieństwo powrotu recesji. Trudno się nie zgodzić z taką argumentacją (potwierdzają to zresztą dzisiejsze dane), niemniej jednak rynek przeważnie zachowuje się odwrotnie do oczekiwań ogółu. Dlatego też prognozując jego zachowanie, najlepiej posłużyć się analizą techniczną. A ta może jeszcze niejednoznacznie, ale wskazuje na możliwość poprawy koniunktury w średnim terminie. Przemawia za tym zarówno duże wyprzedanie rynku (np. RSI dla DJIA 18,2 pkt.), jak i analiza wykresów głównych indeksów, sugerująca zmianę średnioterminowego trendu na wzrostowy.