Początek tygodnia rozpoczął się od nieznacznego wzrostu wartości złotego w relacji do euro i do dolara. Na początku sesji dolara wyceniano na poziomie 4,1125 złotego wobec 4,1250 złotego na koniec piątkowej sesji, a euro na poziomie 4,0565 wobec 4,0805. Od rana na rynku przeważała podaż złotego, nie najlepszy nastrój był kontynuacją tendencji z końca piątkowej sesji, mimo lepszych od oczekiwań danych o cenach żywności. Dodatkowym czynnikiem spadku złotego było umocnienie dolara w relacji do euro w czasie sesji azjatyckiej. Wzrost ten można wiązać z jednej strony z oczekiwaniami na dalsze wycofywanie środków z rynków m.in. azjatyckich, które rekompensują straty na rynku amerykańskim. Z drugiej strony spadek wartości euro był przede wszystkim efektem obniżenia stóp procentowych o 50 punktów bazowych przez szwajcarski bank centralny. Rano pojawiły się także negatywne informacje dla naszej waluty. Minister finansów w wywiadzie dla jednej z gazet powiedział, że pod koniec roku kurs złotego powinien kształtować się na korzystniejszym poziomie dla eksporterów. Wypowiedź ta została odebrana przez rynek jako ustna interwencja. Wśród sprzedających złotego przeważali inwestorzy zagraniczni, do których dołączyły się krajowe banki. Sporadycznie wśród zleceń sprzedaży pojawiły się także zlecenia krajowych importerów. W rezultacie w ciągu dnia złoty osłabił się w relacji do dolara do poziomu 4,1371 i umocnił się w relacji do euro do 4,0480. Na zamknięciu sesji złoty był notowany na poziomie 4,8% odchylenia od starego parytetu, czyli na poziomie z początku sesji.

Dzisiaj złoty w dalszym ciągu będzie podążał za kursem eurodolara. Jeśli kurs eurodolara będzie dalej kontynuował spadek, oczekujemy, że w czasie sesji kurs EUR/USD może testować linię wsparcia na poziomie 4,0250. W najbliższych dniach najważniejszym wydarzeniem dla rynku walutowego będzie publikacja czerwcowych danych dotyczących bilansu płatniczego.